Propaganda a teorie spiskowe

W swych Korzeniach totalitaryzmu Hannah Arendt pisze tak:

Totalitarna propaganda doprowadziła do doskonałości techniki propagandy masowej […]. To wszystko, co było ukryte, nad czym w milczeniu przechodzono do porządku, nabierało wielkiego znaczenia niezależnie od swojej istotnej wagi. […]

Skuteczność tego rodzaju propagandy ujawnia jeden z najistotniejszych rysów współczesnych mas. Nie wierzą w nic, co jest widoczne, w realność swoich własnych przeżyć; nie ufają swoim oczom i uszom, lecz tylko wyobraźni skłonnej do fascynacji wszystkim, co jest zarazem uniwersalne i wewnątrz spójne. Przekonujące są dla nich nie fakty ani nawet fakty zmyślone, lecz wyłącznie spójność systemu, którego cząstkę przypuszczalnie stanowią.

Masy nie chcą dostrzec, że rzeczywistość jest naznaczona przypadkowością. Mają skłonność do wszelkich ideologii, ponieważ tłumaczą one fakty jako przejawy istniejących praw oraz wykluczają zbiegi okoliczności, wyjaśniając wszystko wszechmocą i wszechobecnością wymyślonych przez siebie czynników rzekomo kryjących się za każdym przypadkowym zdarzeniem.

Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, s. 431–432

Te cytaty dotyczą propagandy, ale równie dobrze mogłyby dotyczyć współczesnych teorii spiskowych w rodzaju wiary z wszechobecne macki Big Pharmy, tzw. plandemię, złowrogie plany Unii Europejskiej względem państw narodowych czy spisek ekologów bądź wegetarian. Jest to tym ciekawsze, że w opinii osób wyznających tego rodzaju wiarę w tajemną podszewkę współczesnego świata, to oni właśnie wyrwali się z mas, wybili na niepodległość myślenia i zaczęli dochodzić do samodzielnych wniosków na temat otaczającej ich rzeczywistości. Mówiąc językiem popkultury, to właśnie oni zażyli czerwoną pigułkę, pozwalającą wyrwać się z Matrixa – metaforyka, do której rozmaite ruchy spiskowe i tzw. demaskatorskie nader chętnie same się odwołują.

Opisując rzecz terminologią Arendt (skrojoną na miarę innych czasów i innego zjawiska, więc siłą rzeczy mówimy tu raczej o ćwiczeniu myślowym), to właśnie rzeczone ruchy serwują swoim akolitom niebieską pigułkę, sprzedając spójną fikcję, która doskonale broni się przed rzeczywistością, ponieważ jest od niej zupełnie niezależna; fakty siłą rzeczy podlegają pewnej przypadkowości, dane, choćby nie wiadomo, jak spójne, zawsze są tylko cyframi, które należy zinterpretować w oparciu o posiadany aparat pojęciowy (większości osób, nawet wykształconych, brak przecież odpowiednich kompetencji), a rzeczywistość jest, niestety, dość skomplikowana. Teoria spiskowa oferuje jednak narrację wykluczającą przypadkowość, wybiera te dane, które potwierdzają jej tezy (oskarżając, naturalnie, tzw. mainstream o to samo) i tłumaczy w prosty sposób szeroką gamę niepowiązanych często ze sobą zjawisk. Opiera się przy tym na pewnych akceptowanych i weryfikowalnych w oparciu o zdrowy rozsądek zjawiskach i obserwacjach, by ekstrapolować płynące z nich wnioski (lub złudzenia wniosków) na całość wiedzy o świecie w sposób całkowicie nieuprawniony i – również – całkowicie nieweryfikowalny. Znów, tak samo, jak techniki propagandy totalitaryzmów.

Ich umiejętność polegała na wykorzystywaniu, a zarazem przekraczaniu w wybranej fikcji elementów rzeczywistości, dających się zweryfikować doświadczeń, i na uogólnianiu ich w dziedzinach oddalonych od obszaru kontrolowanego przez doświadczenie jednostki.

Hannah Arendt, Korzenie totalitaryzmu, s. 442