Przestrzeń, którą zajmujemy, odciska się na nas, a my odciskamy się na zajmowanej przestrzeni. Przeprowadzka to nie tylko zmiana miejsca zamieszkania, to również zmiana siebie.
Nasza ostatnia zmiana mieszkania miała miejsce jedenaście lat temu i wiązała się z zakupem pierwszego własnego lokum. Była więc sporym wyzwaniem i przeżyciem. Przenosiliśmy się już z niemal trzyletnią T., G. chodziła z wielkim niczym Jowisz brzuchem (w którym rosła mała A.), przyciągając własną grawitacją drobne ciała niebieskie. Mieliśmy już nieco doświadczenia jako rodzina, nieco ukształtowanego życia, sprzętów, którymi to życie obrasta – nie mniej, wspominam tamtą zmianę bardziej jako przedłużenie długiego okresu naszych studenckich jeszcze przeprowadzek, owych częstych i chętnie witanych zmian, przychodzących nieukorzenionemu człowiekowi raczej łatwo i lekko.
Obecną relokację podjęliśmy już w zupełnie innych okolicznościach życiowych. T. kończy szkołę podstawową, A. zakończyła edukację wczesnoszkolną, mają już swoje życia, swoje relacje rówieśnicze, przyjaźnie i konteksty. My również nie jesteśmy już półnomadami, przenoszącymi się z lokum do lokum co parę lat, niewiążącymi się z zajmowanym miejscem. Ukorzeniliśmy się towarzysko i życiowo. Wypracowaliśmy pewne rutyny i choć pielęgnujemy w sobie zdolność do zmiany (w końcu jedyną rzeczą, co do której wystąpienia możemy mieć absolutną pewność, jest zmiana), to jednak cenimy sobie przejawy stałości.
Dlatego przeprowadzka, którą właśnie wykonaliśmy, jest dla nas czymś jakościowo nowym i innym, niż wszystkie poprzednie. Zmieniliśmy nie tylko miejsce zamieszkania, ale też zmieniamy trochę siebie, to, jak będziemy funkcjonować jako rodzina, ale też jak będziemy funkcjonować jako jednostki.
Przestrzeń
Poprzednie lokum, wpasowane między sąsiadujące budynki, było zamknięte na widoki za oknem. Będąc w mieszkaniu, było się odciętym od miasta. Nie słychać było dźwięków toczącego się życia, nie widać było ruchu ulicznego, przechodniów, nieba. Akustyka ścian i stropów przenosiła przytłumione lub nie odgłosy aktywności sąsiadów, potęgując wrażenie pewnego rodzaju hermetyczności.
Nowe miejsce oferuje widok za oknem, ruch, a nawet horyzont. Przynosi to pewną dynamikę, poczucie większego otwarcia na świat.
[Chciałem tu napisać więcej. O perspektywie zamknięcia i otwarcia, czyli o tym, że spędzając ostatnie miesiące w starym miejscu miałem poczucie pewnej schyłkowości, zamykania jakiegoś etapu życia, zaś obecnie mam wrażenie nowego otwarcia. Chciałem napisać o koncepcji filozofii straty – o tym, że nasz podstawowy sposób doświadczania życia rozciągniętego w czasie wiąże się z poczuciem straty (wiązało się to z podsumowaniem wspomnień związanych z życiem w starym mieszkaniu, etapów, które już się nie powtórzą). Chciałem też napisać o nowych horyzontach. Nie napiszę. Niestety, brak mi na to czasu i koncentracji. Brak chwili skupienia, ciszy i samotności niezwiązanej z pracą zawodową, które pozwoliłyby myślom popłynąć i dać się uchwycić w zdaniach. Zamykam rok 2023 poczuciem, że znów zapisałem za mało. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.]