1. Zachodnie, liberalne demokracje wolnorynkowe zakładają różność wobec praw. Wśród nich „naczelną równość”: prawa do życia. Zasady izolacji społecznej zdają się opierać na tej zasadzie – mimo że wirus jest stosunkowo mało zjadliwy wobec zdecydowanej większości społeczeństwa, nie można pozwolić mu na swobodną ekspansję w imię dbałości o tę podatną mniejszość. Prawo mniejszości do życia nie może zostać zagrożone.
2. Te same zachodnie, liberalne demokracje wolnorynkowe zakładają jednak też szereg wolności. Każdy obywatel ma prawo do swoich przekonań, opinii i wiary. Ma prawo żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami, opiniami i wiarą (o ile nie ingeruje tym samym w przekonania, opinie i wiarę innych obywatel, co jak wiemy od zawsze jest źródłem konfliktów). Zasady izolacji społecznej zdają się kolidować z tymi wolnościami, ponieważ poważnie ingerują w to, co obywatele mogą robić, jak się zachowywać i jak żyć. To, rzecz jasna, wielu obywatelom się nie podoba. W nakazie noszenia maseczek w miejscach publicznych upatrują zamachu rządów na swobody obywatelskie.
3. Wolny rynek i kapitalizm zakładają swobodę kontaktów i interakcji międzyludzkich. Wolność prowadzenia działalności gospodarczej, stowarzyszania się i zrzeszania zakłada wspomniane kontakty i interakcje. To, ponownie, stoi w kontrze wobec zasad izolacji społecznej.
4. Last but not least, wolny rynek i kapitalizm – materialna baza zachodnich liberalnych demokracji – zakładają stały wzrost konsumpcji. PKB podlega nakazowi ciągłego wzrostu, spadające PKB – recesja to największy koszmar liberalnych ekonomistów. Lockdown pokazał, że społeczeństwo w normalnym trybie działania konsumuje znacznie więcej, niż musi. Podczas przymusowego pobytu w domu odnotowaliśmy drastyczny spadek konsumpcji. Zasady izolacji społecznej godzą więc w uświęcone serce cywilizacji Zachodu – PKB.
Czy wobec 2, 3 i 4 punkt 1 nie jest ostatecznie na przegranej pozycji?