Ukończyłem Listowieść Richarda Powersa. Długa to była powieść, lecz warta poświęconego jej czasu. Styl jest gęsty niczym leśne poszycie, narracja rozłożysta, a wizja strzelista. Tak, to drzewne metafory, gdyż książka ta jest swego rodzaju hołdem oddanym drzewom. Nade wszystko jednak jest hołdem oddanym Granicom wzrostu Klubu Rzymskiego, subtelnie fabularyzowanym gniewem wyrastającym z inercji naszej cywilizacji, dążącej do oczywistej samozagłady. Jest też optymistyczna w fatalistycznym wydaniu – nie zniszczymy planety, nie zniszczymy nawet jej lasów, choćbyśmy wycięli je w pień. Odrosną.
To my nie odrośniemy.