Dylemat Ikara

„Facet naprawdę rozwinął skrzydła”, pomyślałem patrząc, jak nieporadnie próbuje wcisnąć się w drzwi obrotowe do centrum handlowego. Szło mu raczej kiepsko. Ludzie, smagani pierzem po twarzach, odwracali głowy ze źle skrywaną irytacją, a może niesmakiem. Myślałem, że utknie tam na dobre niczym gołąb wciśnięty siłą do szklanki, ale w końcu przedarł się jakoś do środka, ku mojemu zaskoczeniu i widocznej uldze innych, czekających do wejścia osób.

„Ciekawe, jak siada na kiblu”, zastanowiłem się. Jak drapie się w plecy bądź dobiera koszulę. Jak przewraca się w łóżku z boku na bok w te długie, bezsenne noce, które prędzej czy później dopadają przecież każdego i każdą z nas. Jak spluwa przez lewe ramię, by odegnać zły los, na który nikt w końcu nie jest zupełnie odporny. A może to tylko kwestia perspektywy. W logice fatum niefart to tylko czysto odegrany akord determinizmu, jednak nie staje się przez to mniej irytujący, szczególnie w aspirujących do czegoś więcej fabułach.

Myślałem o tym i owym, czekając na zielone na przejściu dla pieszych, gdy nagle szum podniósł się wokół i usłyszałem podniesione głosy. Ludzie wskazywali palcami w górę. Spojrzałem zgodnie z wyznaczanym ich ramionami wektorem ku skrajowi dachu handlowego centrum.

Te skrzydła miały chyba z sześć metrów rozpiętości. „Ależ wielki skurczybyk”, szepnąłem pod nosem, gdy on zdecydowanie odbił się od krawędzi, zostawiając za sobą osłupiałych ochroniarzy i wzleciał wysoko w górę. Ludzie sięgnęli po telefony, zaczęli robić zdjęcia i selfie, co niektórzy nagrywali filmy, starając się wpleść w jego lot swoją własną narrację. Tymczasem on wzlatywał wyżej i wyżej, bijąc skrzydłami co kilka sekund.

Do słońca miał jeszcze bardzo, bardzo daleko.

Patrzyłem za nim, jak wszyscy. Potem spojrzałem na drzwi, przez które przeciskał się jeszcze nie tak dawno temu. Dostrzegłem coś tuż przed nimi. Podbiegłem. Było to małe, szare piórko. Podniosłem je i ukryłem w kieszeni, a potem ruszyłem do domu, patrząc uważnie pod nogi.

Nie oglądałem się za siebie. Nie chciałem widzieć, jak spada.