Negatywność jako modus operandi

Jutro wybory. Takie, które zadecydują, w którą stronę pójdziemy jako kraj. Co do tego rodacy się zasadniczo zgadzają, nie zgadzają się natomiast w kwestii, która ze stron jest właściwa. Billboardy i płoty pokryły się twarzami polityków oraz reklam, które sprytnie udają, że agitacją wyborczą nie są. Moją szczególną uwagę zwrócił jeden z nich: 4 × NIE.

Hasło nawołuje do głosowania na NIE w referendum, które ogłoszono również na jutro. Nawiązuje w sposób oczywisty do komunistycznego referendum 3 × TAK z 1946 roku i zdaniem jego przeciwników jest w równym stopniu ideologicznie spaczone.

Hasło 4 × NIE w sposób niezwykle trafny opisuje ogólną konstytucję mentalną frakcji politycznej, która rządzi Polską od 2015 roku. „Nie popieram…”,Nie jestem za…”, a ja dodałbym jeszcze „Nie zgadzam się…”, „Nie ustąpię…”, „Nie dopuszczę…”, „Nie zrobię…” i tak dalej. Tak właśnie odczytuję nastawienie dzierżącej władzę prawicy do życia i świata. Nastawienie to cechuje się odrzuceniem, negacją i blokowaniem wszystkiego, co budzi w tejże formacji dyskomfort lub sprzeciw, jak mniejszości seksualne, obcy kulturowo imigranci, prawodawstwo europejskie czy postulaty klimatyczne. Bazuje na negatywnych emocjach: strachu, złości, obawie, uporze. Niemal wcale nie odwołuje się do postaw pozytywnych, jak odwaga, poświęcenie, solidarność, wytrwałość czy pomysłowość.

Być może jest tak, że emocje negatywne są łatwiejsze zarówno w podsycaniu, jak i w sterowaniu nimi. Że prościej ludzi wystraszyć, niż utwierdzić w odważnym trwaniu przy jakiejś postawie; prościej wzbudzić złość i niechęć, niż przekonać do sympatii czy wsparcia. Być może rządowi spin doktorzy mają to dobrze rozpracowane i wiedzą, że chcąc dzielić i rządzić, należy posługiwać się słowem NIE, a nie słowem TAK. Jeśli tak jest, to jest to tym bardziej obrzydliwe.