Zupka z batatów

Rekonwalescencja po usunięciu torbieli i nieoceniona M. (drwiąca z mego niezróżnicowanego menu) nakłoniły mnie do opanowania sztuki pichcenia zup-kremów. Okazuje się, że jest to rzecz prosta. Mój pierwszy wyrób – krem z batatów – powstał według następującego przepisu.

Nabyłem trzy niewielkie bataty, sporą cebule, masło, olej rzepakowy oraz bulion warzywny w kostkach. Z jednej kostki bulionu zalanej połową litra wrzątku uczyniłem podstawę. Bataty obrałem, pokroiłem na niewielkie cząstki (wielkości mniej więcej śliwki – normalnej, nie marketowej) i ugotowałem w osolonej wodzie. W tzw. międzyczasie pokroiłem w kostkę cebulę i zrumieniłem ją na oleju. Gdy bataty były już miękkie, odcedziłem je i przełożyłem na patelnię. Dodałem też ćwierć kostki masła. Posoliłem i podsypałem dość szczodrze ostrą papryką. Całość poddusiłem jeszcze dwie do trzech minut na małym ogniu i pod przykryciem.

Przyszła pora na połączenie składników. Zawartość patelni dodałem do bulionu (który pyrkotał sobie od dłuższej chwili na malutkim ogniu), wymieszałem, wyłączyłem i zblendowałem.

Rezultat – gęsta, smakowita i pożywna zupa koloru intensywnie pomarańczowego, idealna do spożycia saute, z grzankami lub groszkiem ptysiowym.