Wojny światopoglądowe

Gdy obserwuję nową odsłonę wojny światopoglądowej wokół aborcji, przypomina mi się książeczka pt. Przyszłość natury ludzkiej. Czy zmierzamy do eugeniki liberalnej? Jürgena Habermasa. Książeczkę tę czytałem lata temu przy okazji pisania pracy magisterskiej. W toku kolejnych przeprowadzek i w trakcie życiowych zakrętów krótka ta publikacja przepadła gdzieś i nie mogę jej już znaleźć na swoich regałach (kto wie, może ją nawet sprzedałem). Tymczasem okazuje się, że jej treści wracają do mnie od czasu do czasu.

Tak właśnie jest i teraz. Tragiczne przypadki i śmierci młodych kobiet, którym lekarze nie udzielili odpowiedniej pomocy (w postaci przerwania ciąży) wskutek obaw przed prawnymi konsekwencjami takiego działania, roznieciły na nowo ogień oburzenia na polskie prawo aborcyjne. Uważam, że słusznie, gdyż prawo to jest po prostu złe – w mojej, naturalnie, opinii. Nie mniej jednak, słuchając argumentów przeciwników obecnych zapisów, odnoszę wrażenie, że donikąd nie dojdziemy.

U Habermasa kluczowym pojęciem filozoficznym jest działanie komunikacyjne, którego produktem jest porozumienie, konsensus. Zgoda ta oznacza, że strony działania komunikacyjnego zgadzają się uznawać za obowiązującą taką prawdę, którą w jego toku wypracują. Zakłada to, że wcześniejsze różnice zdań i wcześniejsze poglądy i opinie zostaną odrzucone na rzecz tego nowego, komunikacyjnie ukonstytuowanego stanu.

Jak zauważa Habermas (a ja również, zapewne za nim), przy takim rozumieniu sprawy dogadanie się zwolenników i przeciwników przerywania ciąży jest po prostu niemożliwe, ponieważ nie da się wypracować konsensusu z kościołem katolickim (oraz, generalnie, z żadną zinstytucjonalizowaną religią). Nie jest tak dlatego, że kościół ten jest zły, ale dlatego, że nie może on uznać za obowiązującą innej prawdy niż ta, którą sam uznaje. Tak po prostu działa religia – nie podlega negocjacjom czy modyfikacjom w interakcjach ze światem, ponieważ rości sobie prawo do posiadania monopolu na prawdę.

Dla przeciwników aborcji motywowanych poglądami religijnymi jest oczywiste, że płód jest człowiekiem. Dla zwolenników, opierających się o świeckie przesłanki, jest oczywiste, że nie jest. O ile ci ostatni mogą zmienić zdanie, o tyle ci pierwsi zrobić tego nie mogą, o ile chcą pozostać wierni. Sytuacja jest patowa i wygląda na to, że jesteśmy na tym polu skazani na przemoc. Myślę tu o przemocy w wymiarze legislacyjnym, choć kto wie…