22 października 2020, pandemia Covid-19 szaleje w najlepsze (choć covidosceptycy są innego zdania), rząd nie ma w zasadzie żadnej strategii działania, co udowadnia swoimi radosnymi wypowiedziami premier Morawiecki. Stoimy na skraju załamania się wydolności służby zdrowia, zadłużamy kraj, budżet się nie dopina, a gospodarka zwiera szyki, aby przyjąć kolejny cios. Obowiązują zakazy zgromadzeń. To istotne. Bo właśnie w tym momencie Trybunał Konstytucyjny postanawia rozpatrzyć wniosek grupy 119 posłów o zbadanie konstytucyjności dopuszczalności aborcji ze względu na trwałe i poważne uszkodzenia płodu, a następnie orzeka, że jest to niezgodne z konstytucją, sprawiając w praktyce, że usuwanie ciąży w Polsce staje się nielegalne (gdyż z uwagi na tą właśnie przyczynę dokonuje się 98 proc. zabiegów).
Dodam, że ten sam Rząd zabiega o to, aby ograniczyć dostęp do edukacji seksualnej poprzez akty prawne penalizujące seksualizację dzieci, choć nie do końca wiadomo, jak miałoby wyglądać odróżnienie przekazywania rzetelnej wiedzy o sposobach zapłodnienia i antykoncepcji od rzeczonej seksualizacji.
Zatem, Rząd z jednej strony zabiega o to, aby ludzie nie wiedzieli, jak w ciążę nie zachodzić, z drugiej natomiast zabrania tę ciążę usunąć i to nie w sytuacji, gdy ktoś ma takie widzimisię, ale w sytuacji, gdy urodzone dziecko będzie całe życie cierpieć. A wraz z nim cała rodzina.
Jest też trzecia strona. Jak już to niepełnosprawne dziecko się urodzi, to w zasadzie przestaje Rząd interesować, gdyż jest on zainteresowany chronieniem życia nienarodzonego, a nie narodzonego. Brak długofalowego i strategicznego wsparcia, np. kompleksowego dostępu do rehabilitacji czy psychologa, konieczność upokarzającego udowadniania komisjom lekarskim (rok po roku), że dziecko jest i nadal będzie – do końca życia – niepełnosprawne, to rzeczywistość, w jakiej przychodzi ludziom żyć.
Ale jest super, Bóg rozpozna swoich.
Chyba jestem zbyt zły na komentarz, więc po prostu tak to tu zostawię.