Przestrzeń czy pustka?

Podlasie.

Jesteśmy z G. na weselu jej koleżanki z pracy. W gruncie rzeczy, jej byłej koleżanki z pracy, z którą dzieliła G. zawodowe znoje przez rok, dwa lata temu. Wesele będzie – wedle słów koleżanki – kameralne. Jedynie na trzysta osób. W naszej części kraju taka liczba kwalifikowałaby się na rozmiar XXL. Cóż, co kraj, to obyczaj, można by rzec.

Policzyłem, że – w skali lat kilkunastu – jest to nasz drugi wspólny wyjazd bez dzieci. Trochę przypominamy sobie z G., jak to jest spędzać czas wyłącznie ze sobą i okazuje się, że wciąż mamy o czym rozmawiać. To miła konkluzja, biorąc pod uwagę staż, upływ czasu i nieuchronnie nadciągające dni, gdy córki opuszczą naszą powszedniość, by wieść swoje własne życia. Perspektywa ta nie jest jeszcze bardzo rychła, nie mniej majaczy już gdzieś na widnokręgu.

Gdy myślę o tej nadciągającej zmianie, odczuwam nieco obaw. A może nie obaw, co zapowiedź nostalgii za dniami, które już nie wrócą, wypełnionymi intensywnie naszą wspólną obecnością. W życiu znów zrobi się nieco więcej miejsca i od nas zależeć będzie, czy to miejsce nazywać będziemy przestrzenią, czy pustką.