Po półrocznej przerwie, dzieci wróciły do szkoły. Starsza od razu w progu wpadła na stado psiapsiółek, młodsza – pełna ekscytacji – pod opiekuńcze skrzydła nauczycielek. Wszystko w okowach reżimu sanitarnego. Maseczki, dezynfekcja, porządek. Pan woźny jak Cerber w progu: „Stać, nie wchodzić! Nie wolno!”, warczy na rodziców, zapuszczających się pół kroku za daleko, wyraźnie zadowolony z nowych kompetencji. Mimo wszystko, na korytarzu gwar, harmider, śmiechy. Normalność, ale warunkowa. Gdzieś między chichotami, tupotem stóp i okrzykami przemykają te cienkie jak sieć pajęcza wątpliwości, bo wiemy już, że wszystko jest warunkowe, przygodne, niekonieczne. Pisałem w jednym z moich tekstów o rzeczach koniecznych i wiecznych, jak futbol czy szkoła. Cóż, okazuje się, że rzeczy te nie są ani wieczne, ani konieczne.
Zobaczymy, jak długo potrwa normalność.