Pisałem ostatnio (Ideologia walki z ideologią LGBT), że pisowska walka z tzw. „ideologią LGBT” sama jest ideologiczna. Ostatnia eskalacja konfliktu między państwem a grupami mniejszości seksualnych skłania mnie do drobnej korekty stanowiska. Politycy opozycji również używają ruchu LGBT do realizacji swoich politycznych celów w sposób, który nosi znamiona ideologiczne. Nie jest to tak ostentacyjne, jak w przypadku pisowskiej krucjaty, ale będąc sprawiedliwym względem samego siebie, nie mogę tego nie zauważyć.
Narracja PiS: LGBT to wywrotowcy i anarchiści, finansowani przez tajemne i złowrogie lobby gejowsko-lesbijskie, którzy mają na celu zdestabilizowanie Państwa Polskiego poprzez destrukcję opartych na tradycji relacji społecznych. W związku z tym cele ruchu LGBT należy blokować poprzez legislację i brak akceptacji dla aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Ukryty, maskowany ideologią cel PiS: Skonsolidować swój elektorat poprzez wskazanie mu wroga, wobec którego może się zjednoczyć. To, że wróg jest niedorzecznie demonizowany, a zagrożenie wyimaginowane, nie ma większego znaczenia (vide nieśmiertelne „Ciemny lud to kupi” nieocenionego pana Kurskiego).
Narracja opozycji: LGBT to bojownicy o wolność, sumienie narodu i uciskana grupa, która może się stać klinem rozsadzającym konsolidującą się władzę Zjednoczonej Prawicy. W związku z tym cele ruchu LGBT należy wspierać poprzez utożsamianie się z jego postulatami i apologię aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa.
Ukryty, maskowany (ideologią?) cel opozycji: Uderzyć we władzę PiS wspierając wskazanego przez państwo wroga publicznego, skonsolidować swój elektorat wokół idei walki o wolność i równość dla wszystkich.
LGBT nie jest w mojej opinii ani tym, ani tamtym. Dokładnie odwrotnie, niż twierdził prezydent Andrzej Duda, to oddolny ruch ludzi, a nie ideologia, jednak ze względu na gorącą atmosferę polityczną oraz wzbudzane kontrowersje i emocji, uwikłany obecnie w ideologiczny spór między tzw. Polską solidarną a Polską liberalną.
(Co więcej, LGBT nadaje się na oś sporu znacznie lepiej, niż uchodźcy, bo uchodźcy są okresowi, raz „zagrażają”, a raz nie, tymczasem homoseksualiści byli, są i będą.)
Obawiam się, że zdążamy w rejony, w których zanucenie Somewhere over the rainbow odbierane będzie jako agresywna deklaracja polityczna.
Politycy, oddajcie ludziom tęczę!