A jeśli świadomość to tylko złudzenie, epifenomen procesów inteligencji operacyjnej, będący przyglądaniem-się jej w znoszącym dystans zanurzeniu, nasuwającym się pod rozwagę w tych przebłyskach rozwarstwienia, gdy automatycznie wykonujemy pewne czynności, a potem uświadamiamy sobie, co zrobiliśmy? A co, jeśli ta mnogość nie jest stanem patologicznym tożsamości, ale jej podstawowym trybem funkcjonowania?