Najciekawsze spotkania często przydarzają się niespodziewanie, przynoszone falą przypadku. Kilka minut różnicy w synchronizacji czasoprzestrzennej i już ty oraz spotkanie rozwijacie się. Odpowiednia chwila i miejsce – oto cały trick, na którego powodzenie nie mamy, niestety, wpływu. Wszystko, co możemy zrobić, to pielęgnować w sobie uważność i otwartość na niespodziewane.
Podczas naszej wycieczki do Chorwacji planowaliśmy wędrówki po Paklenicy, plażowanie na dzikich skrawkach adriatyckiego wybrzeża, zwiedzanie parków narodowych, kąpiele w basenie i błąkanie się wąskimi wąwozami ulic śródziemnomorskich miasteczek. Nie planowaliśmy natomiast uczestnictwa w ulicznym festiwalu tańca.
Wracając ze zwiedzania starówki Szybeniku, na placu przy skrzyżowaniu w centrum miasta, obok którego mieściła się nasza kwatera, natknęliśmy się na przygotowania do występu. Usiedliśmy na ziemi przed sceną, zachęceni przez niespodziewanie ośmielona A. i po kilku minutach obejrzeliśmy półgodzinne przedstawienie taneczne, które spokojnie można nazwać nadzwyczajnym. Umiejętności tancerek były imponujące, a klimat i otoczenie pozwalało poczuć żywą sztukę, dziejącą się właśnie w domenie przygodnej, niewymuszonej interakcji. Nie mamy pojęcia, jaki zespół obejrzeliśmy ani na jaki festiwal trafiliśmy, mamy jednak nowe, niecodzienne doświadczenie. A to w sumie jest najważniejsze.