Trzy dni temu misja Artemis 2 wystartowała w kosmos. Po pół wieku ludzie ponownie zawitają na orbicie Księżyca. Na razie nie wylądują na srebrnym globie. Na ten krok będziemy musieli zaczekać jeszcze trochę, według najnowszych informacji, do 2028 roku. Jednak – jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planami – tym razem po lądowaniu zamierzamy zostać tam na stałe. Ma powstać baza, stanowiąca pierwszy przyczółek człowieka na satelicie Ziemi. A mówimy tu tylko o planach NASA. Chińczycy wraz z Rosjanami planują swoją własną stację ILRS. Jej fundamenty również mają powstać już w 2028 roku. Jeśli zamierzenia Zachodnich agencji oraz chińsko-rosyjskich konkurentów zostaną zrealizowane, wówczas w trzeciej dekadzie XXI wieku ludzkość powinna dysponować dwoma stałymi przyczółkami na innym ciele niebieskim.
Można by rzec – nareszcie! Czy Neil Armstrong, stając przed laty na regolitowym pustkowiu, spodziewał się, że przygoda ludzkości na Księżycu zaliczy aż pięćdziesięcioletnią pauzę? Czy raczej faktycznie sądził, że wykonuje a giant leap for all mankind, po którym kolejne kroki nastąpią raczej prędzej, niż później?
Jeżeli jednak obecność ludzkości w kosmosie ma mieć długoterminowy sens, musi uzasadniać się finansowo. Musi się zwracać, w przeciwnym razie pozostanie tylko drogim przedsięwzięciem naukowym, które państwa będą prowadzić wtedy jedynie, gdy wystarczy im na to pieniędzy w budżecie i gdy będzie można na kosmicznych misjach ugrać jakiś kapitał symboliczny.
Na Księżycu nie ma unikalnych surowców, choć jest kilka takich, które mają potencjał przemysłowy. Na pewno jest hel-3, izotop, który mógłby służyć jako paliwo do energetyki fuzyjnej, gdyby takowa istniała. Jest ilmenit, będący źródłem m.in. tytanu. Jest piryt przydatny w produkcji ogniw fotowoltaicznych. No i jest woda w formie lodu wodnego, jakże potrzebna, jeśli myślimy o pozostaniu na Księżycu.
Czy to wystarczy, aby misje księżycowe się bilansowały? Myślę, że jeszcze nie. Jego zasoby nie są jeszcze Ziemi tak naprawdę potrzebne, a jedynie popyt na dostępne głównie w kosmosie surowce może – moim zdaniem – zagwarantować stałą presję na ekspansję poza nasz rodzimy glob.
Mimo to pięknie było być świadkiem początki misji mającej zanieść ludzkość z powrotem na okołoksiężycową orbitę. Czy wspólne oglądanie startu Artemis 2 będziemy po latach wspominać jako początek kolonizacji Księżyca, czy jako kolejny niewypał? Nadzieja każe mi wierzyć w scenariusz pierwszy.