Drugi plan

Strefa lounge w okolicznej galerii handlowej, zbudowanej nad głównym dworcem kolejowym. Czekam na pociąg. Ostatni raz jechałem pociągiem na długo przed pandemią. W lounge też byłem jakiś czas przed pandemią. Wpadłem popracować, troszkę na zasadzie płodozmianu, aby zobaczyć, czy spodoba mi się bardziej, niż w biurze coworkingowym lub małej kafejce, wtulonej w jakiś ukryty zakątek miasta, z dala od zgiełku.

Nie spodobało się. Specyficzny szum galerii handlowej nie sprzyja koncentracji. Ludzie, przewijający się wciąż na skraju pola widzenia, odciągają uwagę, czepiają się myśli i wleką je za sobą. Skupienie ulatuje z człowieka, jak powietrze z naruszonej dętki. Z efektywnej pracy wychodzi nieporozumienie.

Nie mniej, teraz siedzę i piszę. Chłopiec w bluzie z wizerunkiem Spidermana czochra sobie bujną blond czuprynę. Facet przy stoliku nieopodal chowa smartfon i zakłada maseczkę. Babeczka w oliwkowej kurtce i błękitnych dżinsach siada na sąsiedniej kanapie, zakłada nogę na nogę i daje nura w nurt strumienia postów na Instagramie lub TikToku. Kobieta z ochrony przechadza się niepewnie między stolikami. Nie czułbym się z nią bezpiecznie, gdyby zdarzyła się sytuacja, w której cokolwiek by od niej zależało.

Ale nie zależy.

Między przechadzającymi się wśród sklepowych witryn ludźmi wisi jakaś aura niedopowiedzenia, która rozsnuła się chyba podczas pierwszej popandemicznej odwilży. Jakieś przeczucie, że wszystko to jest pewną inscenizacją, grą, zabawą w rzeczywistość.

Babka w oliwkowej kurtce kręci się na kanapie, przesiada, unosi smartfon pod dziwnym kątem. Przesiada z miejsca na miejsce. Mam wrażenie, że mnie filmuje. Wrażenie to niemal na pewno jest oderwane od realiów, nie mniej mam to w nosie. Niech filmuje. Z maseczką na twarzy mógłbym być przecież kimkolwiek.

Na okolicznym placyku zabaw pokrzykuje jakieś dziecko. Brzmi jak makak albo papuga.