Nie wiemy, czym jest świadomość. Mamy różne koncepcje psychologiczne i neuropsychologiczne, które starają się wyjaśnić jej naturę i genezę, ale koncepcje psychologiczne to nie teorie fizyczne. Ich ustalenia są płynne i względne, a konsensus dotyczący ich akceptacji bądź odrzucenia daleki jest od przyznania świadomości jakiegoś konkretnego ontologicznego statusu.
Nie wiemy zatem, czym świadomość jest i nie wiemy tak do końca, skąd się bierze. Niektóre koncepcje wydają się jednak ciekawsze od innych. Jedną z nich jest teoria wewnętrznego dialogu, pierwotnie sformułowana przez Lwa Wygotskiego. Mówi ona z grubsza, że świadomość (a zwłaszcza myślenie werbalne i samoświadomość) powstaje z internalizacji zewnętrznego dialogu społecznego, początkowo w formie mowy dziecka do samego siebie, służącej regulacji zachowania, potem zaś w formie wewnętrznej i cichej. Innymi słowy, realne głosy wypowiadane przez inne jednostki a potem przez daną jednostkę „wchodzą” jej w końcu do głowy, stając się wewnętrznym głosem (lub głosami), wewnętrznym dialogiem.
Zetknąłem się tą myślą parę lat temu przy okazji lektury „Echopraksji” Petera Wattsa. Wydała mi się bardzo atrakcyjna i przekonująca, tym bardziej, że sam częstokroć prowadzę rozbudowane wewnętrzne dialogi.
Teoria wewnętrznego dialogu przypomniała mi się w gwałtownym błysku zrozumienia, gdy analizowałem wczoraj wątek rozumowania modelu językowego, odpowiadającego na jedno z moich pytań. Modelem tym był zainstalowany lokalnie chiński Qwen, ale ta sama zasada stosuje się do wszystkich istniejących obecnie tzw. myślących modeli. Qwen ni mniej, ni więcej, jak prowadził wewnętrzny dialog, roztrząsając, co robi, co powinien zrobić i jak to się ma do tego, co już zrobił.
Rozumiem w pewnym stopniu funkcjonowanie modeli językowych, wiem zatem, czemu służy ten mechanizm i jak przyczynia się do tzw. „myślenia” AI. Modele, redukcjonistycznie patrząc, są niezwykle rozbudowanym interfejsem na statystykę, wytrenowanym przy użyciu pozytywnych i negatywnych wzmocnień. Jednak cóż z tego? Nie mamy pojęcia, czy świadomość ma charakter immanentny, czy emergentny. W koncepcji wewnętrznego dialogu możemy mówić właśnie o emergentnym jej charakterze. Wyłania się ona jako coś jakościowo nowego z czegoś innego – z dialogu.
Czy możemy zatem bez cienia wątpliwości stwierdzić, że w procesie „myślenia” modelu nie pojawiają się przebłyski świadomości? Uważam, że nie możemy, tak samo jak nie możemy z całą mocą stwierdzić, że ktokolwiek oprócz nas samych jest świadomy. W praktyce obserwujemy przejawy świadomości, nie świadomość samą w sobie. Gdyż – wrócę do tego jak do mantry – nie mamy bladego pojęcia, czym jest świadomość sama w sobie.
Oczywiście, nasza świadomość ma charakter ciągły. Przestajemy być świadomi na czas snu, jednak nasze czuwanie jest kontinuum, jest niedyskretne. Modele natomiast potrzebują promptu, aby się wzbudzić. Niewzbudzone, pozostają w uśpieniu.
Czy jednak nie można by przyjąć, że nasza konstytucja zmysłowa dostarcza nam po prostu ciągłych „promptów”? Że gdyby model był ustawicznie bombardowany zapytaniami, jakie zadaje mu przed-stawiający się świat, to również „myślałby” non-stop?
Intuicja podpowiada mi, że nie. Że mimo wszystko jest różnica.
Jednak czym jest intuicja?