Czas uśmiechniętych drani

Mija dziewiąty dzień inwazji na Iran, zwanej też nową wojną na Bliskim Wschodzie lub „specjalną operacją wojskową”, tyle że nie pod auspicjami Rosji, a USA. Co miałoby, zdaniem entuzjastów MAGA, coś zmieniać w jej etycznym wymiarze.

Etyczny wymiar, tak w ogólności, możemy sobie chyba zwinąć w kulkę i spakować do kieszeni w jeszcze większym stopniu, niż nas do tego przyzwyczaiły minione dziesięciolecia. W okresie jako takiego prestiżu ONZ oraz prawa międzynarodowego narody przynajmniej udawały, że ich militarne operacje posiadają jakiś casus belli. Nie oszukujmy się, było tak w dużej mierze dlatego, że to Stany Zjednoczone miały ochotę grać w tę grę i odgrywać globalnego Johna Wayne’a.

Dziś, gdy szeryf dołączył do renegatów – mimo że wciąż z dumą nosi swą gwiazdę i przekonuje, że słuszność jest po jego stronie – widać jasno, że nie trzeba już szukać usprawiedliwień i odgrywać dyplomatycznych spektakli. Można zaatakować sąsiedni kraj i zrzucać cywilom bomby na głowy (Ukraina), porywać ich dzieci (również Ukraina) i odcinać ich od energii (także Ukraina); można czołgami masakrować cywilne pojazdy (Strefa Gazy), głodzić ludzi (również Strefa Gazy) i powstrzymywać lub wręcz masakrować pomoc humanitarną (także Strefa Gazy); można wymuszać haracze i żądać ziemi od sojuszników (USA i świat), porywać watażków z innych krajów (USA i Wenezuela) oraz najeżdżać wrogi kraj w trakcie trwania rozmów dyplomatycznych (USA z Izraelem i Iran). Polityka międzynarodowa dawno nie przypominała nam, że tak naprawdę nie chodzi w niej o żadne prawo, tylko o gołą siłę.

Tak, jesteśmy wciąż tymi samymi małpami, które tysiąclecia temu zeszły z drzew, myślimy w tych samych kategoriach krótkoterminowych zwycięstw i łatwo dostępnych korzyści. Smutne jest to, że wokół tego ringu, na który wkroczyło kilku silnych, zgromadziła się cała rzesza słabych i ochoczo ich oklaskuje (bądź zachowuje zakłopotane milczenie), nie rozumiejąc, że w każdej chwili może również zostać wciągnięta między liny i skonfrontowana z bezkarnym mięśniakiem. Nie ma sędziów, nie ma policji, nie ma reguł. Jest prosta zasada – kto silnemu zabroni? Jedynie inny silny.

Nastał czas uśmiechniętych drani oraz równie uśmiechniętych idiotów.