Na naszych ścianach zawisły trzy reprodukcje a Anubisem autorstwa Joanny Karpowicz. Jest to zimowe Foggy, letnie The forest in which one was before oraz jesienne ’Tis Autumn. Zabrakło wiosny, trochę jak w naszej nowej rzeczywistości klimatycznej.
Każdy z tych obrazów to podobna kompozycja: parkowa alejka otoczona bujnymi koronami drzew. Stanowią one jakby ramę dla sceny, na której – niewielki, jakby na drugim planie – spaceruje lub siedzi na ławeczce Anubis. Lato eksploduje soczystą zielenią, jesień złoci się i ciemnieje brązem, a zima jest cała sinobiała. Wszystkie scenerie ciążą jednak ku centralnie ulokowanej postaci, która skupia w sobie wysycającą je pustkę oraz przemijanie. Jest ich personifikacją.
– Dlaczego powiesiliście sobie na ścianie boga pogrzebów? – pyta przytomnie T. Podobne wątpliwości wyrażała wcześniej M. „Czy powinniśmy wieszać sobie w pokoju egipskiego bożka śmierci”?
– Tata po prostu lubi mroczne klimaty – podsumowuje mnie A.
Tymczasem to zupełnie nie tak. Przynajmniej ja nie widzę w tych obrazach niczego mrocznego. Urzeka mnie przede wszystkim ich estetyka. Lubię malarstwo figuratywne, nawiązania, konteksty i zabawy konwencjami. W tych pracach widzę natomiast i komiks, i nostalgię przywołującą skojarzenia z Hopperem, i powiew impresjonizmu. Nie będę udawał, że znam się na historii sztuki bardziej, niż się znam. Coś tam mi jednak dzwoni, coś kołacze i kołatanie to układa mi się w przyjemną sieć referencji.
Poza tym śmierć jest przecież częścią życia. Czy nie taką myśl przewodnią niosło ze sobą filozofowanie Pierre’a Hadot? Filozofia jako praktykowanie umierania, jako ćwiczenie duchowe z przemijania. U Heideggera śmierć była wręcz fenomenem definiującym nasze bycie w świecie w ogóle. Wszelkie poszukiwanie jakiegoś większego sensu zakłada przekraczanie nas samych, transcendencję, zaś tam, gdzie myślimy o przekraczaniu się, tam zakładamy własną skończoność.
Kres i przemijalność. Nieuchronne odchodzenie i nietrwałość, uosabiane przez smukłego, długouchego, odzianego w garnitur szakala. Myślę, że świadomość przemijania, przyjęcie go do swojego życia, pozwala nam cieszyć się chwilą obecną, spoglądać z dystansu, znajdować spokój w obliczu niepewności lub chaosu. Nasza przestrzeń nas określa, tak jak i my określamy naszą przestrzeń. Wprowadzenie doń Anubisa, kroczącego z nim pod rękę przemijania, duchowy spacer alejkami pustego parku to właśnie ćwiczenie ze skończoności. Przypomnienie o tym, co jest naprawdę ważne.