Końcu, krocz ze mną
Nadchodzi czas komety Na niebie puchnie jasny znak Zza Betelgezy biały oddech wionie prosto w nas Gdy górne warstwy atmosfery spłoną Niczym suchy kwiat Apokalipsa w skali Plancka… … a my Ref. Nie będziemy wypalać…
Nadchodzi czas komety Na niebie puchnie jasny znak Zza Betelgezy biały oddech wionie prosto w nas Gdy górne warstwy atmosfery spłoną Niczym suchy kwiat Apokalipsa w skali Plancka… … a my Ref. Nie będziemy wypalać…
Kiedy byliśmy mali, skakaliśmy po krze. Tik-tak, tik-tak – odliczał lód, trzaskający cicho pod stopami. Mróz ścinał białka na kość, minus dwieście siedemdziesiąt trzy w skali Beauforta, czy coś. Nurt ciągnął w głąb białe, zmrożone…
– Nie zrobiliśmy backupu! – Andrzej zahamował gwałtownie. Stara księżycowa škoda podskoczyła na przednich kołach w słabej grawitacji, lądując po dłuższej chwili nieco w poprzek pasa transmisyjnego kilkanaście metrów dalej. Jak piłka plażowa w tym…
Myśliwiec wybrzmiewa nad miastem,cień ślizga się po wspomnieniu odpowiedzina niezadane pytanie – Płyną przez sieć jak echo bez źródłakrople kwantowej rosy. PowidokiTańczą na maskach starych androidów. Niebo nabrzmiało od grzmotów.
Niepewność zgęstniała przed świtem,kwantowe cienie tańczą w próżni,całe połacie przypadku przed nami. Algorytm losu pisze bez przerwybzdury bez pokrycia w faktach.Splątane bity śnią o prawdzie. – Pamiętasz jeszcze smak mirabelek?Kwaśny błysk w kodzie pamięci,jak dawno…