Bezruch brzmi, jak cykada i ma blisko czterdzieści stopni Celsjusza. Trudno uwierzyć, że cisza może być taka głośna. Czy to dziesięć owadów, tysiąc, milion? Odgłos ich wibrujących odwłoków, odnóży lub skrzydeł rozbrzmiewa ze wszystkich stron, zdaje się dobiegać z każdej gałęzi i każdego konaru. Ściana dźwięku o wielu planach, tak nachalna i głośna, że usuwa się w tło, przestaje być dostrzegalna.
Podchodzę do niewielkiego, rozdźwięczanego drzewka oliwnego. Szukam wzrokiem źródła cykania. Pod chwili dostrzegam je, przycupnięte na samym widoku, lecz znakomicie zamaskowane. Owad ma wielkość połowy mojego kciuka. Mam wrażenie, że wyczuwa moje zainteresowanie.
Robię krok. Cykada cichnie, gdy tylko się zbliżam i ogniskuję na niej wzrok.