Eksperyment z dokumentowaniem konfiguracji świadomości

W 2019 roku przeczytałem biografię Leonarda da Vinci pióra Waltera Isaacsona. Z tego sążnistego tomiszcza (jak sobie wyobrażam, gdyż czytałem to na Kindlu) zapamiętałem, prócz ogólnej gawędy o życiu człeka Renesansu, parę ciekawych detali. Jednym z nich było to, że Leonardo rzadko kiedy doprowadzał rzeczy do końca. Większość jego dzieł, tych największych, z których jest pamiętany, to prace, które z jakiegoś powodu nie zostały sfinalizowane. Inną ciekawostką była informacja, że charakterystyczną cechą artysty było sporządzanie przeróżnych notatek z codziennego życia. Zapiski te zostały pozostawione w formie nieuporządkowanej i chaotycznej, obok koncepcji natury filozoficznej lub naukowej znajdowały się spisy artykułów do kupienia na targu; z technicznymi rysunkami sąsiadowały notatki dokumentujące rozterki sercowe mistrza lub opisujące jego osobiste relacje z innymi osobami. Mimo że Leonardo kilkukrotnie podjął próbę napisania traktatu na konkretny temat, to jednak nigdy nie doprowadził planu do końca. Jednak jego notatniki przetrwały i – paradoksalnie – dzięki swojej formie stanowią niewyczerpane źródło wiedzy dla badaczy, którzy rekonstruują na ich podstawie nie tylko życiorys geniusza (który w zasadzie wcale nie był ponadprzeciętnie uzdolniony), ale też pejzaż i koloryt epoki, relacje społeczno-polityczne, specyfikę życia dworskiego ówczesnej Italii itp. itd. Gdyby, mówiąc wprost, Leonardo nie zapisywał, co mu ślina na pióro przyniosła, nie wiedzielibyśmy zarówno o większości jego koncepcji, jak i o mnóstwie historycznych detali stanowiących kontekst jego życia.

Nie jestem, naturalnie, Leonardem, jednak dzielę z nim niezdolność do doprowadzania pomysłów do realizacji. Być może jest to nieco surowa samoocena, bo przecież generalnie jest cała kategoria planów, które wdrożyłem w życie i dlatego wygląda ono z grubsza tak, jak sobie wymyśliłem, jednak po mojej głowie błąka się znacznie więcej pomysłów, które w większości ulegają hibernacji w fazie prenatalnej.

Dlatego też pod koniec 2019 roku powstał pomysł prowadzenia tych zapisków zgodnie z metodą dawinczi, bez struktury ani hierarchii i bez jakichś kompozycyjnych ram. Jednak nie bez celu. Celem jest, po prostu, dokumentowanie różnych, chwilowych konfiguracji świadomości, które z przyzwyczajenia nazywam mną.

Pod koniec 2020 roku widzę kilkadziesiąt wpisów. Mogło być więcej, jednak jestem sobą i nie zawsze mi się chce, nie zawsze mogę. Jednak i tak wyszło tego sporo. Wielu zapisków nie pamiętam i sam, zaglądając do nich, jestem zaskoczony tym, co też chodziło mi wówczas po głowie.

Traktuję to jako przesłankę do kontynuowania eksperymentu.