Trump forbidden, White House for Biden!

Donald Trump przegrał wybory prezydenckie w USA. Nowym gospodarzem Białego Domu zostaje Joe Biden, a wiceprezydent(ką?) – jako pierwsza kobieta w historii Stanów Zjednoczonych – Kamala Harris.

Wszyscy znawcy tematu twierdzą, że to będzie bardzo, bardzo trudna kadencja. Demokraci dziedziczą po Trumpie kraj podzielony na pół prawie dokładnie tak samo, jak Polska PiS i Polska liberalnej lewicy. Kraj, w którym obywatele żyją w bańkach informacyjnych jeszcze bardziej, niż my, choćby ze względu na rozwój social mediów (co pięknie, acz chyba nieco przesadnie, opisuje The Social Dillema Netflixa). Wreszcie kraj, który może nieporównywalnie więcej, niż Polska, który obok Chin i Rosji wywiera największy wpływ na geopolitykę.

Biden, dla przykładu, już zapowiedział powrót do porozumienia paryskiego, od którego odstąpił jego niechlubny poprzednik. Mnie to buduje, podobnie jak połowę Amerykanów. Niestety, druga połowa ma odmienne zdanie.

W jakiś sposób jaram się tym bardziej, niż minionymi wyborami prezydenckimi we własnym kraju. Na pewno warto się zastanowić, dlaczego tak jest.