Broda apokalipsy

Gdyby nastąpił koniec cywilizacji, gdyby stanęły fabryki, ustała produkcja, a świat zacząłby toczyć się siłą rozpędu aż do zatrzymania i wygaśnięcia pędu i gdybyśmy w konsekwencji musieli zrezygnować z większości zdobyczy rozwoju naukowo-technicznego, to najbardziej brakowałoby mi maszynek do golenia. Nie mogę bowiem znieść swędzenia rosnącej brody. Z estetycznego punktu widzenia zarost podobał mi się jeszcze zanim to było modne, jednak nigdy nie udało mi się przebrnąć przez okres swędzącego wzrostu. Wielu kolegów opowiada mi, że to mija, zachęca, abym jednak się przemógł. Na próżno. Swędzenie brody doprowadza mnie do szału i drżę na samą myśl, że mógłbym nie móc nic z tym zrobić. Ulga, jaką przynosi wówczas ogolenie się, jest bowiem fantastyczna.

I tak, wiem, że przed maszynkami były brzytwy, a mężczyźni jakoś radzili sobie z zarostem.