Za stary na Wattpada

Pod koniec liceum grałem w kapeli metalowej. Przygoda sceniczna, tak to szumnie nazwijmy, trwała kilka lat. Zagraliśmy kilkanaście koncertów. Mieliśmy eklektyczny, ale autorski repertuar kawałków inspirowanych muzyką spod znaku Tool’a, Nine Inch Nails, Rammsteina czy Rage Against the Machine. To była wspaniała przygoda, która w naturalny sposób skończyła się, gdy kolejni członkowie zespołu odchodzili do swojego życia. Wokół muzyki nie udało nam się niczego zbudować.

Po latach, patrząc na rozwój platform takich, jak YouTube, Soundcloud czy Bandcamp doszedłem do wniosku, że trafiliśmy z naszą twórczością po prostu kilka lat za wcześnie. Gdybyśmy mieli możliwości takie, jakie daje młodym muzykom współczesna sieć, mógłby pozostać po nas – rozumianych jako zespół – jakiś ślad, jakaś historia.

Trochę podobne przemyślenia towarzyszą mi teraz, gdy czytam o młodej twórczości pisarskiej i portalu Wattpad. Znam to miejsce. Aspirujący pisarze (choć głównie pisarki) mogą publikować tam swoje teksty i udostępniać je czytelnikom. Idea niby stara, ale w jakiś sposób twórcom Wattpada udało się zbudować wokół platformy olbrzymią społeczność, a teksty publikowane tam naprawdę są czytane przez liczne grono odbiorców. Jest tak być może dlatego, że portal nie ma pretensji do traktowania młodej twórczości protekcjonalnie; kilkunastoletni pisarze i pisarki nie muszą mierzyć się tam z pretensjonalną krytyką aspirujących polonistów (jak to było na funkcjonujących wcześniej, przynajmniej w tym kraju, portalach), a jedynie z recepcją równie młodych jak oni czytelników. A że Wattpad stawia na fanfiction, romanse i fantastykę, to recepcja ta nie jest szczególnie nadąsana – ludzie przychodzą tam poczytać o czymś, co lubią i nie oczekują, że będą to od razu teksty godne Nike czy Nobla.

Trafiłem ostatnio na artykuł o tym zjawisku. Autorka wspominała rozmowę z szefową wydawnictwa, które uznało, że samo będzie wyławiać talenty z Wattpada, bo skoro miejsce to cieszy się tak dużą popularnością, to znaczy to, że stanowi istotny głos młodego pokolenia, który warto wprowadzić również do oficjalnego obiegu wydawniczego.

Pamiętam jedną z rozmów ze znajomymi, którą prowadziłem przed laty, gdy sami myśleliśmy o założeniu wydawnictwa. Miałe wówczas ideę, aby przeszukiwać portale literackie i z nich starać się wyłuskać autorów, których warto by wydać. Nie spotkało się to wówczas ze zrozumieniem. Teksty z internetu? Wiadomo, że to słabe. Kto to będzie czytał?

Czasy się, ewidentnie, zmieniają…