Prawie dwa tygodnie temu zmarł jeden z moich kontrahentów. Z Panem A. współpracowałem od ponad dekady. Był moim pierwszym stałym klientem, jednym z niezmienników w moim życiu zawodowym. Pod względem finansowym nie stanowił w żadnej mierze filaru mojej działalności, jednak miał – że tak powiem – wymiar symboliczny.
Ostatni raz z Panem A. kontaktowałem się pod koniec ubiegłego roku. Jak zwykle zlecił mi przygotowanie wydania magazynu branżowego, który był dodatkiem do prowadzonego przez niego portalu internetowego. Porozmawialiśmy chwilę o życiu, pytał o zdrowie, ja również. Okazało się, że obaj jesteśmy nieco podziębieni, z tą różnicą, że w moim przypadku było to faktycznie przeziębienie, w jego zaś – Covid-19. Wiedział o tym, był po testach, ale czuł się dobrze.
Tydzień później już nie czuł się dobrze. Mimo to sfinalizowaliśmy wydanie, krótsze, uboższe i bez wstępniaka, gdyż Pan A. nie był w stanie go napisać. Był już w szpitalu. „Trzymam kciuki za Pana szybkie wyzdrowienie”, napisałem w sms-ie.
Kciuki nie wystarczyły. Pod koniec stycznia napisałem ponownie z zapytaniem, czy wszystko gra. Oddzwonił syn. Przekazał mi, że Pan A. przegrał walkę z chorobą po dwóch tygodniach zmagań pod respiratorem.
W ciągu miesiąca przeminął człowiek i przeminęła jego wizja. Wizja mała, powszednia, zwyczajna, na miarę każdego z nas. Nie mniej – wizja. To on przecież powołał do istnienia swój portal, on zbudował siatkę kontaktów, animował powstanie kilku wydawnictw oraz ustanowienie branżowego stowarzyszenia. Czy ktoś inny poniesie te sprawy za niego, weźmie je jako swoje, być może rozbuduje i rozwinie? Nie mam pojęcia. Nie ma ludzi niezastąpionych, jednak – nie da się ukryć – nie zawsze znajdą się chętni zastępcy.
Tymczasem ja, od momentu, gdy dowiedziałem się o śmierci Pana A., spędziłem miło czas na feriach z rodziną i znajomymi. Było zjeżdżanie na nartach, granie w gry, picie, śmiechy i zabawa. Było zimowe wspinanie się na Babią Górę przy przepięknej, krystalicznie czystej aurze. Były długie, wieczorne rozmowy. Było życie.
Dla jednych życie, dla innych kres. Nic się nie zmienia, choć zmienia się wszystko. Pantha rei.