Przeczytałem ostatnio kolejną książkę Houellebecq’a, Cząstki elementarne. Bawiłem się dobrze, o ile przy tym pisarzu można mówić o dobrej zabawie, lecz zarazem nie mogłem pozbyć się wrażenia uczestnictwa w swego rodzaju literackiej ustawce.
Cząstki elementarne są obsceniczne. Obsceniczne po dwakroć. Z jednej strony, są opowieścią otwarcie pornograficzną, z drugiej zaś wpadają bardzo często w ton rozprawy filozoficznej. Eksplorują zagadnienia natury ludzkiej, z jednej strony redukując ją do popędu seksualnego, by za chwilę popaść w zimny, idealistyczny racjonalizm. Całe pomiędzy, stanowiące tematykę rozlicznych tekstów kultury, tutaj wydaje się nie istnieć bądź być skrajnie niewarte zainteresowania.
Cząstki elementarne są też dualistyczne. Ostrze krytyki wymierzone jest w nich w najszerzej pojętą seksualność, podlegającą starzeniu i śmierci, której przeciwstawiony jest aseksualny, wieczny intelekt. Autor w samej istocie seksualności, zasadzającej się na połączeniu komórek męskich i żeńskich, dających początek nowemu istnieniu, upatruje źródeł śmiertelności (jest to wątek science-fiction, którym podszyta jest opowieść). Związek Erosa i Tanatosa, rozpoznany przez mitologię, znajduje w powieści twarde, naukowe podstawy. Gatunek ludzki, chcąc wyzwolić się z ograniczeń śmiertelności, musi zarazem wyzwolić się z seksualności. Ponieważ natomiast seksualność stanowi motor wszystkich ludzkich działań, to nią też – w, powiedzmy, metafizycznej optyce – podszyta jest cała historiozofia. Dlatego też nowa ludzkość, ku której intelektualnie ucieka Houellebecq w Cząstkach elementarnych, to zarazem inna ludzkość. Inny gatunek. Obcy i niezrozumiały. Trochę jak kosmici.
Cząstki elementarne są wreszcie krytyką najszerzej pojętej lewicy w duchu swoiście pojętego konserwatyzmu. Intuicyjnie stanowiska konserwatywne interpretujemy jako takie, które dodatnio wartościują tradycję, wspólnotowość i idealizm, lewicowe (bądź progresywne) z kolei jako takie, które dodatnio wartościują postęp, jednostkę i materializm. Dla Houellebecq’a w Cząstkach elementarnych jednostka i materializm zasługują na najwyższą pogardę, postęp jednak jest środkiem, który potrafi zapewnić tryumf idei i dominację racjonalizmu. Droga do tego nie wiedzie jednak poprzez kumulację wiedzy, stopniowe tuptanie ku prawdzie, lecz poprzez nagły metafizyczny zwrot, naukową rewolucję. Olśnienie. Nie jest to zatem postęp podszyty duchem oświecenia – taki bowiem postęp zdaje się w opinii autora prowadzić cywilizację do upadku. To raczej postęp, który czeka na swoistego heglowskiego geniusza, by zamanifestować się z całą mocą w jednej, oślepiającej eksplozji.
Choć z drugiej strony, to przecież nie świadomość kształtuje byt w Cząstkach elementarnych. To raczej byt kształtuje świadomość…
M. Cz. wysnuwa koncepcję, według której cała twórczość Houellebecq’a to w istocie jego bunt przeciwko wywodzącej się z pokolenia ’68 matce. Twierdzi, że każdy autor posiada swojego mistrza, w którym wzrasta i przeciw któremu się ostatecznie buntuje. Dla Houellebecq’a figurą taką miałaby być matka.
Pamiętaj jednak również, że mógłby nim być H.P. Lovecraft…
Z M. Cz. spożywamy na pół dużą butlę Bushmillsa, deliberując w oparach papierosowego dymu, wśród stosów książek, o filozofii, literaturze i ciężkiej muzyce. Gdyby Bushmillsa było mniej lub gdybym zasiadł do spisania myśli nieco wcześniej, być może nie umknęłaby mi subtelna myśl, która obecnie bezwzględnie już mi umyka.