Podwójne standardy

Gdy rosyjskie rakiety i drony spadają na głowy ukraińskich cywilów, USA i cały Zachód unoszą się na fali moralnego wzmożenia; komentatorzy prześcigają się w wygłaszaniu słów potępienia, politycy ubolewają lub grzmią zależnie od swej gołębiej lub jastrzębiej natury. Gdy izraelskie pociski niszczą libańskie domy, Ameryka przekonuje o prawie Izraela do obrony, zaś Zachód duka nieśmiałe słowa sprzeciwu.

Gdy padają sugestie, by strącać rosyjskie pociski nad terytorium Ukrainy i wspomóc w ten sposób jej obronę przeciwlotniczą, zachodni komentatorzy przekonują, że nie można tego zrobić, gdyż byłoby to włączeniem się w wojnę. Gdy jednak USA otwarcie deklarują, że pomogą Izraelowi utrzymać szczelność żelaznej kopuły i będą zestrzeliwać irańskie rakiety, to jest to sojusznicza pomoc, mieszcząca się w spektrum dopuszczalnych działań.

Być może na niższych szerokościach geograficznych ocena sytuacji robi fikołka i to, co w Europie Wschodniej jest godne potępienia, lecz zarazem nie zasługuje na zbrojne wsparcie, to na Bliskim Wschodzie jest akceptowalne, a militarna asysta okazuje się dopuszczalna.

Zadziwiające. I trochę obrzydliwe.