Pan Sowa

Znowu pracował do późnych godzin dziennych. Kot dawno już zwinął się w kłębek, poszedł spać. Szpile ultrafioletu wbijały się w mrok pokoju przez szpary w roletach. Tuż nad jego głową.

Jeszcze tylko dwie, trzy godziny i dzieci wstaną do szkoły, pomyślał, kładąc się spać. Leżał na wznak i gapił się w sufit. Szare plamy myśli leniwie przesuwały się po sklepieniu.

Jak dziwnie byłoby żyć za dnia, gdy światło wydobywa z twarzy wszystkie zmarszczki i bruzdy, a mimo to człowiek zdaje się nie dostrzegać nurtu strumieni, rzek i czasu. Paradoksalnie, to w ciemności widać jaśniej. Jesteśmy niezauważalni. Jakby nas w ogóle nie było.