Imprezę sylwestrową spędziliśmy w wynajętym wraz z grupą znajomych domku nieopodal miasta. W Nowy Rok, błąkając się wśród pomieszczeń w stanie przyjemnego rozbicia i zmęczenia, natrafiłem na jednym z regałów na książeczkę pt. Herezja Leszka Kołakowskiego. Pana Kołakowskiego lubię, jego rozliczne teksty czytałem przed laty na studiach oraz dla przyjemności, złapałem więc w dłonie to niewielkie wydawnictwo, zasiadłem w fotelu i oddałem się luźnej lekturze. Ze względu na okoliczności nie doczytałem książeczki do końca (mimo że krótka), ale zanotowałem parę ciekawych fragmentów.
Zastanawiam się czasami nad swoim stosunkiem do spraw ostatecznych i waham się pomiędzy określeniem siebie jako apostaty lub heretyka. W tym kontekście wielce interesująca wydała mi się przytoczona definicja:
Oficjalna definicja (…) jest – rzecz znacząca – definicją heretyka, nie zaś twierdzenia heretyckiego. Definicja ta podkreśla, że heretyk jest to ktoś, kto bądź neguje, bądź też powątpiewa o jakiejkolwiek z prawd, które do wierzenia Kościół katolicki podaje, przy założeniu, że są trzy warunki spełnione: po pierwsze, że osoba (…) jest ochrzczona; po wtóre, osoba ta rości sobie pretensje do tytułu chrześcijanina czy chrześcijanki; i po trzecie, osoba ta jest uparta w swoim błędzie, trzyma się go uporczywie.
Leszek Kołakowski, „Herezja”, s. 9
Jest ona ciekawa o tyle, że nie przyszło mi wcześniej do głowy, iż heretyk nie myśli o sobie w kategoriach odszczepieńca, ale właśnie w kategoriach osoby poprawnie interpretującej Słowo. Uważa, że to on_a jest prawdziwym chrześcijaninem.
Jeszcze jeden cytat:
(…) niektórzy wielcy heretycy byli w rzeczywistości reformatorami, którym się nie udało, i (…) tak samo niektórzy wielcy święci byli blisko granicy, za którą mogli stać się wielkimi heretykami.
Leszek Kołakowski, „Herezja”
Po prostu tak to tu zostawię, bez szerszej interpretacji.