Czarnoskóre babki rządzą

Nigdy nie czytałem Fundacji Asimova, oglądam jednak Fundację na Apple TV. Serialowa ekranizacja zrobiona jest z wielkim rozmachem; wydaje mi się estetycznie i fabularnie przemyślana. Potrzebuje chwili na rozkręcenie się, jednak gdy już to zrobi, płynie wartkim i zajmującym nurtem.

Nie to jednak zwraca moją uwagę, ale dyskurs równościowy, zręcznie i nienachalnie wpleciony w konstrukcję postaci. Jestem gotów założyć się o sporą kwotę, że Isaac Asimov osnuł fabułę wokół męskich bohaterów, zaś scenarzyści Fundacji zmienili im płeć. Mamy bowiem w serialu całą gromadę bohaterek, które odgrywają kluczowe role i posiadają przymioty przypisywane w ubiegłym wieku wyłącznie mężczyznom: są silne i sprawne fizycznie, zdecydowane w działaniu, posiadają władzę i nie wahają się jej użyć. Za zasadzie parytetu, mamy też bohaterów męskich: jest archetyp absolutnego władcy, proroka, łotrzyka, mądrego starca. Nie mamy jednak jakiejś wyraźnej dominacji znaczenia bohaterów męskich nad żeńskimi i vice versa. Nie mamy też żadnej dysproporcji pomiędzy rasami; bohaterowie występują we wszystkich możliwych kolorach skóry, obie główne bohaterki są czarnoskóre. Wypada to zupełnie naturalnie i pasuje do konwencji świata.

Rzuciło mi się to w oczy, ponieważ misję politycznie poprawnych ekranizacji i adaptacji prowadzi Netflix i wychodzi mu to często bardzo niezgrabnie; rasy, płcie i mniejszości są wpychane w fabuły bez oglądania się na to, czy do nich pasują. Twórcom Fundacji udało się zrobić ekranizację, która wypada na tym tle bardzo naturalnie.