Ciemność absolutna

Antropocień polega na zawłaszczaniu nie-ludzkich znaków, narzucaniu własnych sensów i podporządkowywaniu ich narracjom dotyczącym ludzkiego świata.

Andrzej Marzec, Antropocień, s. 182

Antropocieniem będę nazywał zarówno sam korelacjonistyczny sposób myślenia, jak i epokę, w której rzucanie ludzkiego cienia na przedmioty stało się nie tylko filozoficzną normą, lecz także często nieuświadamianą codzienną ludzką praktyką.

Tamże, s. 154

W tym paradygmacie, przedmiot, który nie ma świadka, nie istnieje i przez to jest nie do pomyślenia [tamże, s. 174].

W ten sposób dochodzimy do korelacjonistycznego problemu nie-ludzi zredukowanych do roli świadków, których będę nazywał antropowskazami, gdyż ich jedyną rolą jest doprowadzanie do człowieka, bycie jego cieniem i śladem.

Tamże, s. 174

Można też powiedzieć, że antropowskazy to nośniki pamięci o nieobecnym człowieku [tamże, s. 175] i pierwszorzędne narzędzia nostalgii, służące rozpamiętywaniu nieobecnych [tamże, s. 180].

Okazuje się zatem, że antropocień oraz antropowskazy to dwie strony tego samego, korelacjonistycznego medalu [tamże, s. 174].


Pusta muszla może być nostalgicznym wspomnieniem po ślimaku. Byłaby wtedy ślimakowskazem. Może też przechowywać wspomnienia o krabie pustelniku, przekształcając się w krabowskaz. Przyłożona do ucha spragnionego nostalgii człowieka, staje się antropowskazem, wspomnieniem naszej prehistorycznej, wypartej przeszłości.

Czym jest sama dla siebie, wolna od sensów?

Naczelna myśl ontologii zwróconej ku przedmiotom: rzeczy nie są tym, czym się wydają.

Czym same dla siebie, wolne od sensów, zbyt wielkie na sens, są kwazary, galaktyki, czarne dziury? Pogrążone w przeszłości, przed-stawiające się nam jedynie w formie naszych wyobrażeń o nich? Czego –wskazem jest wszechświat?

Jeżeli antropowskazy odnoszą do człowieka jedynie w antropocieniu (postrzegane przez innych ludzi), samymi dla siebie wiodąc zupełnie inne istnienie, to czy da się cokolwiek powiedzieć o spoglądającej_ym na wszechświat? Strzałka od wszechświata do niej_go tonie w otchłani supermasywnej czarnej dziury. Wiemy tylko tyle, że może on_a być czymkolwiek i kimkolwiek, a podobieństwo do nas polegać może tylko na tym, że my również rzucamy cień.


Dygresja: do rzucenia cienia potrzeba światła, zaś ostateczny kres rzeczy to absolutna ciemność, w której nie pozostanie już nawet wspomnienie ostatniego fotonu.