Apoteoza głupoty

– Nie kłóć się z foliarzami. Po pierwsze, nic to nie zmieni. Po drugie, wszystko co powiesz jest potwierdzeniem ich idei – napomina mnie M.

– Obawiam się, że wszystko, czego nie powiem, również utwierdza ich w ich idei – odpowiadam.

Od paru lat żywiłem przekonanie, że każdy ma prawo do własnej opinii na różne tematy, a narzucanie się ze swoją jest rodzajem uzurpacji. To prowadziło (i prowadzi) wielokrotnie do mojej dużej ostrożności w dyskusji. Nie chcąc urazić rozmówcy, szanując jego prawo do własnego zdania, unikam komunikowania tego, co zakomunikować chcę.

Mianowicie tego, że jego/jej zdanie jest po prostu głupie.

Niestety, nie jest to relacja symetryczna. Osoby o zdecydowanych poglądach nie wahają się komunikować ich bez oglądania się na uczucia innych, zaś osoby o zdecydowanych i niepopartych większą wiedzą poglądach nie oglądają się na zdanie innych tym bardziej, im mniej na dany temat wiedzą.

Może czas na zmianę „paradygmatu” postępowania. Dlaczego mam się cackać z foliarzami, jak z jajkami? Przecież to nie ja powinienem się wstydzić tego, że mam zaufanie do metody naukowej i wolę opierać swoje opinie na oficjalnych źródłach, niż na wpisach z Facebooka o niewiadomym rodowodzie czy „demaskatorskich” filmikach z YouTube, nagrywanych gdzieś w garażu przez ludzi, o których kompetencjach do wypowiadania się na dany temat nic nie wiem. Szczególnie takich, które usłużnie podrzucił mi do mojej bańki informacyjnej jakiś nieprzenikniony algorytm.

Oczywiście, ludzie zawsze błądzili, zawsze się mylili, zawsze byli niedoinformowani, ale dopiero obecnie, w dobie social mediów, niewiedza stała się powodem do dumy.

To chyba najbardziej zabawna i ironiczna część tego problemu. „Demaskatorskie”, „niezależne” źródła informacji, podważające status quo, czerpane z facebookowego feedu. Apoteoza głupoty w czystej formie. To bodaj największy „spisek”, z którym mamy na co dzień do czynienia.