Pewnego razu z nieba zamiast deszczu spadł facet przebrany za mesjasza. Chwilę później założył konto na platformie znanej niegdyś jako Twitter. Moja matka napisała do niego następnego dnia w prywatnej wiadomości. O dziwo, odpisał, proponując udział w nigeryjskim spisku w roli ofiary. Zgodziła się bez wahania.
– Co złego może się stać? – argumentowała. – Oferuje mi wszystko za drobną opłatą w postaci mojego dotychczasowego życia. Wystarczy, że powiem „tak”.
Tamtego dnia widziałem ją po raz ostatni. Nie zwróciła uwagi na klauzulę zapisaną drobnym druczkiem na pierwszej stronie kontraktu: Akceptacja warunków umowy wymaga przeprowadzki do Gwiazdozbioru Łabędzia.
Każdego roku w moje urodziny spoglądam w niebo, szukając gwiazdy, która mrugałaby tylko do mnie. Zazwyczaj widzę jednak tylko wielkomiejską łunę.