Rocznice wybuchów

Mija rok od wybuchu wojny w Ukrainie. Trzy lata od wybuchu pandemii Covid-19. Do końca drugiej dekady XXI świat mógł wydawać się spokojnym i nieco nudnym miejscem, szczególnie tym, których nie interesowały za bardzo kwestie klimatyczne czy bolączki uboższych rejonów planety. Otuleni neoliberalną kołderką, nawdychani wolnościowych, lewicowych oparów, mogliśmy tkwić w przeświadczeniu, że żyjemy w najlepszych czasach z możliwych, nowym Oświeceniu.

Dziś przypomnieliśmy sobie już, że jedynym pewnikiem jest zmiana. Nasze dzieci doświadczyły dwóch lat wyrwania z kontekstu, a następnie roku napływu milionów uchodźców zza wschodniej granicy. Zaczęliśmy żyć, z dnia na dzień, w społeczeństwie dwujęzycznym, szczególnie w dużych miastach. Polityczne alianse i gierki wykonały fikołka, zmieniły się reguły, zmieniły przyjaźnie.

Ile jeszcze czeka nas wybuchów? Coraz mniej jest naiwnych, którzy wierzą, że istnieje jeszcze jakiś powrót do minionego świata, tej drugiej la belle epoque. Uczymy się żyć w cieniu ciemnych chmór, kupujemy ciepłe kurtki, by przystosować się do nowej zimnej wojny. Biegacze w wyścigu zbrojeń sznurują buty i ustawiają się na linii startu.

Czekamy na pierwszy strzał.