Inne miejsca

Głośnik nad głową mężczyzny rozbrzmiewa cichą i neutralną muzyką tła. Za oknem rzęsisty, wiosenny deszcz zalewa ulicę. Tafla szkła, oddzielającego wnętrze restauracji od przestrzeni na zewnątrz sięga od podłogi po sufit. Mały, dwuosobowy stoliczek ustawiono tuż obok niej. Mężczyzna ma wrażenie, jakby jadł śniadanie nad głowami przemoczonych przechodniów. Parasole przesuwają się pod nim, jak meduzy.

Kilkanaście metrów dalej znajduje się inna restauracja. Mężczyzna kilka tygodni wcześniej jadł w niej z rodziną sushi. Budynek, na którego parterze ją ulokowano, to nowoczesna, przeszklona plomba biurowa o szybach barwy głębokiego turkusu. Do jej prawej fasady niczym strup przylega sypiąca się rudera. Coś między szopą, a oficyną, pozostałość jakiejś starej, zapomnianej zabudowy. Wygląda, jakby mogła się zapaść pod ciężarem gołębia lub kota. Jej dach jest zapadnięty. Porasta go cienki dywan mchu. Malutkie okna są ciemne i zupełnie nieprzejrzyste. Wewnątrz kłębi się jakiś inny, alternatywny czas.