Swego czasu chodziło mi po głowie opowiadanie o mężczyźnie serwisującym instalacje elektryczne w wielkomiejskich biurowcach. Mężczyzna ten pewnego dnia, podczas rutynowej pracy, rozkojarzony i nieuważny wchodzi do zwykłego pomieszczenia, a gdy unosi wzrok, orientuje się, że trafił do zupełnie innego świata. Dalsze koleje losu bohatera to stopniowa adaptacja do tych nowych, zupełnie dla niego obcych warunków aż do dnia, w którym czuje się on zupełnie zadomowiony w swej nowej rzeczywistości. W tym momencie miał nastąpić kolejny twist, ale nie jest to tu istotne.
Dominującym nastrojem tej historii miała być nostalgia, a kluczowym momentem właśnie owo przejście pomiędzy światami – ukryte w najzwyklejszej chwili, rutynowej czynności. W mojej głowie kryło się za tym przeczucie, że najistotniejsze chwile naszego życia, te, które zakorzeniają nas w poczuciu własnego, przygodnego istnienia, zastają nas nieprzygotowanych i nieuważnych. Czasami w ogóle ich nie dostrzegamy. Dopiero potem, przykuci do nich niewidzialnymi nićmi, zdajemy sobie sprawę, że to było to.
Tales from the Loop to serial, który przepięknie eksploruje ten właśnie wątek. To opowieść o czasie i rzeczywistościach alternatywnych, jednak nie w takim sensie, w jakim podejmują temat filmy science fiction. Opowieści z pętli są raczej refleksją o czasie w ujęciu egzystencjalnym. O czasie, który czyni nasze istnienie tym, czym ono jest. Który czyni nas ludźmi.
Paradoksalnie, figurą dominującą w kompozycji fabuł poszczególnych epizodów, jest nieodwracalność. Można by pomyśleć, że pętla odnosić nas będzie raczej ku powtarzalności, ku powrotom, ku przeżywaniu rzeczy na nowo. Jest jednak zupełnie inaczej. Bohaterowie, naznaczeni jakimś źródłowym, dogłębnym brakiem, poszukując spełnienia, trafiają na niespodziewany, niewidzialny moment przejścia, który pozwala im świadomie lub nie wkroczyć do innej rzeczywistości i za każdym razem jest to doświadczenie, którego nie można już cofnąć. Jeden brak zostaje zastąpiony innym, niepełność, niezupełność, niedokończoność są bowiem tkanką naszej egzystencji. Nostalgia – sposobem naszego istnienia.
Tales from the loop to niezwykle smutna seria, jednak jest to piękny smutek. Dojmujący i momentami dławiący, ale bezprzedmiotowy, gdyż nieskierowany na coś konkretnego. To smutek, który szepcze do nas, że nigdy nam się nie uda.
Szumią sosny w lesie otulającym senne miasteczko w USA gdzieś w alternatywnych latach siedemdziesiątych. Tu i tam przechadzają się roboty. W oddali wznoszą się ku niebu majestatyczne wieże Pętli.
– Nigdy wam się nie uda…