Ciemne chmury

Coraz ciemniej na co dzień. Coraz dłuższe cienie spowijają doraźne sprawy. Okres względnego uspokojenia dziejów można chyba definitywnie uznać z miniony. Kolejne fale pandemii mącą w głowach, wzbudzają animozje i społeczne konflikty. Gospodarka ma się jako tako, jednak jest to stabilizacja trudna i naznaczona doborem naturalnym; ci, którzy mają upaść, upadają. Najsilniejsi, najzwinniejsi, najbardziej predestynowani do przekształcenia się – ewoluują i przystosowują się do nowych czasów.

Od wschodu wieje konfliktem zbrojnym. Rosja mobilizuje się na granicy z Ukrainą. NATO i Zachód próbują zewrzeć szeregi, jednak w dobie społecznych i politycznych podziałów i animozji jest to trudne. Można odnieść wrażenie, że stajemy na progu nowej zimnej wojny. Dla nas, Polaków, z tą różnicą, że tym razem jesteśmy po drugiej stronie linii demarkacyjnej. Jeszcze nie muru, jeszcze nie żelaznej kurtyny, nie mniej jednak – jakiejś coraz bardziej wyraźnej granicy pomiędzy Wschodem i Zachodem. I nie sposób nie zauważyć, że znajdujemy się niebezpiecznie blisko ewentualnego centrum konfliktu.

Młodsza córka rozpoczęła dziś drugi semestr nauki w szkole. Starsza – przed monitorem komputera. To już trzeci rok kalendarzowy tej dziwnej, chromej edukacji, tego oderwania od normalnych kontaktów z rówieśnikami. Widzę, jak to się odbija na osobowościach, charakterach, podejściu do świata.

Nie podoba mi się to, co widzę.

Huragan Nadia przetoczył się nad Polską. Połamał drzewa, zerwał linie elektryczne. To jednak chyba nasz najmniejszy problem.