Co ja robię ze swoim życiem?

– W życiu jest tak, że albo ty pracujesz na czyjeś marzenia, albo ktoś pracuje na twoje – wygłosił niedawno K. podczas niedzielnego działkowego spotkania. – Choć w przypadku T. – dodał, spoglądając na mnie – jest chyba jeszcze inaczej.

Pracuję na czyjeś marzenia, czy swoje? Czy może na żadne? Pisząc te słowa krótko przed północą wiem, że jeszcze tej nocy chcę wykonać dwie drobne robótki, aby wyrobić się w terminie do weekendu. A chciałbym przecież spać, czytać książkę, oglądać Netflixa lub napisać o książce, którą ostatnio czytałem.

W książce tej, Królu darknetu Nicka Biltona, poznajemy historię (prawdziwą) Rossa Ulbrichta, chłopaka, który przy pomocy jedynie własnego laptopa zbudował pierwsze i największe targowisko narkotykowe w darknecie. Można by pomyśleć, że to książka dla nerdów, skoncentrowana na technikaliach, hakerstwie i tego typu sprawach. Jest jednak, w mojej opinii, zupełnie inaczej. To opowieść o potrzebie przeżycia swojego życia w sposób znaczący. Taka była bowiem główna motywacja założyciela Silk Road (wzmiankowanego Amazona darknetu) – żyć tak, aby coś po sobie pozostawić.

Rozumiem i doceniam to dążenie, choć przykład (anty)bohatera książki pokazuje, że niekoniecznie wiedzie ono w jasne rewiry. Zresztą w obsadzie książki znajduje się więcej postaci, które – kierowane tą motywacją – dały się porwać fali w niewłaściwą stronę.

Dla przykładu: Carl, agent DEA, który włączył się w śledztwo dążące do schwytania Ulbrichta, by stać się kimś, jednak nie tym, kim sądził.

Carl zastanowił się przez moment. Znalazł się na takim etapie kariery, że spokojnie mógłby powiedzieć: „Nie jestem zainteresowany”, wyjść z ciemnego gabinetu Nicka i żyć dalej jako agent słoneczny, trenować drużynę futbolową syna, w weekendy chodzić z żoną i dziećmi do kościoła i być może któregoś dnia uświadomić sobie, że jego jutrem jest rodzina. Lub też mógł się włączyć do tego śledztwa i być może – kto wie? – wyrobić sobie nazwisko w DEA.

– Jasne – powiedział. Zgodził się wziąć tę sprawę.

Nick Bolton, Król darknetu, s. 96

Ja to tu tak zostawię, bez konkluzji i kontekstu.