Nic nie słychać

Raz, dwa, trzy, gasną światła. Słowa wybrzmiewają jeszcze w pustych salach konferencyjnych, jednak dźwięki tracą konkretny kształt. Kto miał coś powiedzieć, już to powiedział. Komunikaty dryfują ku swym celom bez żadnej potrzeby, choć z określonych przyczyn.

Przyczyny – te nawarstwiają się i nadbudowują na sobie, jak koralowce. Ich rozłożyste polipy płożą się, wyciągają, oplatają wszelkie tkanki życia według nieprzeniknionych sekwencji. Głęboko, coraz głębiej, skrywa się coś, czego nie możemy już dosięgnąć. Ciśnienie zgniata śmiałków, którzy zapuszczą się zbyt daleko.

Lub zbyt blisko.

Rafy koralowe są zupełnie białe.