Estetyka i rząd dusz

Pojechaliśmy dziś z A. do dermatologa, gdyż od początku grudnia męczy A. kurzajka na dłoni. Wybrałem komunikację miejską; podróż tramwajem to w dzisiejszych czasach nieomal atrakcja (dla dziecka zamkniętego w domu od listopada). Jadąc kilka przystanków do celu, miałem okazję zaobserwować obecne w przestrzeni publicznej billboardy. Oprócz wszechobecnego Cyberpunka 2077 i Media Experta zwróciłem uwagę na nowy billboard ruchu pro life. Nowy, bo pierwszy przedstawia grafikę płodu wpisanego w serce; praca ta skomponowana jest z wielokątów i jest to ładna rzecz, minimalistyczna. Drugi billboard przedstawia natomiast fotografię (lub fotorealistyczny render) profilu płodu w dużym zbliżeniu na łagodnych, jasnoróżowym, gradientowym tle. Obok prosty tekst: „Mam 5 miesięcy”. To wszystko, żadnych logo, patronatów ani nic, co wiązałoby kreację z jakimś konkretnym podmiotem.

Widzę, co się tu wydarza. Gdy latem 2015 roku byliśmy w górach, zwróciłem uwagę, że większość młodych facetów nosi koszulki Polski Walczącej lub żołnierzy wyklętych. Szczególnie te ostatnie przykuły moją uwagę. Zazwyczaj przedstawiały jakieś wyobrażenie samotnego wilka, konotowały dzikość, nieustępliwość, odwagę. Wówczas to po raz pierwszy pomyślałem, że liberałowie nie wygrają nadchodzących wyborów, ponieważ konserwatyści (lub nacjonaliści) dobrze wykonali robotę od 2007 roku, gdy to ustąpił pierwszy rząd Prawa i Sprawiedliwości. Zrozumieli, że walka o rząd dusz nie rozgrywa się na poziomie idei, ale że w gruncie rzeczy chodzi o estetykę.

Widzę zatem, co teraz wydarza się w działaniach ruchów pro life. Po nadspodziewanie silnej reakcji mas na wyrok Trybunału Konstytucyjnego jesienią 2020 i niemal rewolucyjny sprzeciw wobec zaostrzenia przepisów aborcyjnych, ktoś w szeregach konserwatystów musiał zdać sobie sprawę, że przymusem i legislacją nie wygra się masowej zgody na ochronę życia poczętego (jak to się pięknie nazywa). W ten sposób obudzi się raczej sprzeciw i sympatię wobec kobiet, ponieważ rozszerzenie praw płodów – że tak to nazwę – siłą rzeczy musi spowodować ograniczenie praw matek. Tak się bowiem składa, że życie obu tych podmiotów przez 9 miesięcy stanowi jedność i nie da się zagwarantować praw jednych bez naruszenia praw drugich. Zatem, nie tędy droga. Chcąc wygrać masową zgodę na ochronę życia poczętego, masową sympatię, masową przychylność, należy zadziałać bezpośrednio na dusze, a nie ma do tego lepszego medium, niż estetyka.

Zastanawia mnie bierność strony pro choice. Nieświadomość? Lewicowy duch prochoice’owców wyraża się w ich zdolności do mobilizacji, do nieposłuszeństwa obywatelskiego, do rewolucji, do pracy u podstaw poprzez gwarantowanie dostępu do ochrony prawnej, świadczeń medycznych za granicą, wiedzy itp. Jednak – odnoszę wrażenie – brak tu prawicowej optyki, tzn. zdania sobie sprawy, że nie tylko byt kształtuje świadomość, ale również świadomość kształtuje byt. Że obie te logiki pozostają ze sobą w ciągły, dynamicznym dialogu. Gdzie są billboardy Strajku Kobiet z estetyką wyboru i wolności?

Bo, mimo wszystko, taka walka na estetyki to metoda prowadzenia sporu politycznego dalece właściwsza dla demokracji, niż dywersyjne zagrywki w rodzaju nocnych ustaw czy atomowych wyroków Trybunału Konstytucyjnego.


Wracając od dermatologa mijamy też jednak przystanki z posterami promującymi certyfikat zrównoważonego rybołówstwa, ekologię, zero waste. Estetyka świadomości klimatycznej jest znacznie silniej obecna w przestrzeni publicznej. Cieszy mnie to, bo mimo wszystko zmiany klimatyczne zagrażają nam dalece bardziej, niż zaostrzenie przepisów aborcyjnych.