Ideologia walki z ideologią LGBT

Miłościwie nam panujące Prawo i Sprawiedliwość nazywa LGBT ideologią, czemu szczególny upust dało w trakcie minionej kampanii wyborczej. Uważam jednak, że to raczej podejście PiS do LGBT nosi cechy ideologii.

Sięgnijmy do klasyków, czyli Marksa i Engelsa. Dla nich ideologia była fałszywą świadomością, czyli nieświadomym i nieumyślnym realizowaniem ukrytych i prawdziwych motywów. Ideologia realizuje swoje interesy utrzymując, że chodzi jej o coś innego.

Ideologia jest procesem dokonywanym przez tak zwanego myśliciela wprawdzie
ze świadomością, ale z opaczną świadomością. Właściwe siły napędowe, które
nim kierują, pozostają mu nieznane, w przeciwnym bowiem razie nie byłby to
proces ideologiczny.

[F. Engels, Engels do Franciszka Mehringa, Londyn, 14 lipca 1893 r., w: K. Marks, F. Engels, Dzieła wybrane, t. II, op.cit., s. 475.]

Możemy utrzymywać, że LGBT to mroczna, zwodnicza ideologia, którą posługują się politycy (lobbyści? grupy nacisku?) aby zrealizować swoje cele. Trudno mi jednak wyobrazić sobie, czym te cele miałyby być, jakąż to agendę mieliby wdrażać szafarze tęczowej rewolucji, która byłaby czymś innym, niż ich postulaty wyrażane wprost. Liberalizacja relacji międzyludzkich? Społeczna akceptacja intymnych związków między przedstawicielami tej samej płci? Zapewnienie prawnej równości dla różnorodnych, dawniej uciskanych grup społecznych oraz mniejszości? W detalu – małżeństwa jednopłciowe, rozmaite parytety, adopcje dzieci itp. itd.? To wszystko są kwestie jawne. Tak, ruch LGBT właśnie do takich przemian społecznych usiłuje doprowadzić. Same w sobie są one zgodne z duchem nowoczesności w wydaniu liberalnej demokracji wolnorynkowej; ich aplikacja czasami bywa kontrowersyjna i kontrskuteczna (poprawność polityczna w zakresie reprezentacji osób kolorowych np. w grach komputerowych rekonstruujących europejskie tło społeczne z okresu Średniowiecza to jakiś absurd), jednak interes za nimi stojący nie jest niczym tajnym ani szczególnie zaskakującym.

Przeciwnie jest z pisowską walką z LGBT. W mojej opinii za hasłami podszytymi moralną, konserwatywną argumentacją, za mobilizacją na rzecz obrony rodziny tradycyjnej i wartości chrześcijańskich kryje się prosta kalkulacja polityczna. Te stosunkowo chwytliwe i zrozumiałe dla połowy społeczeństwa postulaty służą przede wszystkim mobilizacji elektoratu i wzmocnieniu partyjnego mandatu do sprawowania władzy. Emocje rozniecone np. przez prezydenta Dudę w związku z wypowiedziami o społeczności LGBT (że „to nie ludzie, a ideologia”) konsolidują konserwatywnych wyborców, niechętnych inności i „nienormalności”, przy czym chodzi nie tylko o homofobów czy rasistów, ale też np. zirytowaną poprawnością polityczną młodzież, której nie podoba się, że ta miesza się do popkultury i wpływa na wolność twórczą dostawców rozmaitych produktów tejże.

Przywołajmy Baumana:

Grupa potrzebuje ideologii do istnienia, do zaspokajania swych interesów, do
osiągania swych celów. Im trudniejsze są działania grupy, im potężniejszy opór
powodują w społecznym otoczeniu cele, jakie sobie stawia – tym większy nacisk
kładzie ona na swą ideologię, tym większej zaciekłości, nawet fanatyzmu w realizacji ideologii wymaga grupa od swych członków.

[Z. Bauman, Socjologia na co dzień, Warszawa 1962, s. 129-130]

Działania grupy o nazwie Prawo i Sprawiedliwość są trudne do wdrożenia i napotykają na olbrzymi opór połowy społeczeństwa polskiego, stąd też wzrasta nacisk na ideologię walki z „ideologią” LGBT. To dość prosty rachunek, niestety, osoby pokroju Jacka Kurskiego wiedzą dobrze, że gawiedź go nie kupi.


Polecam lekturę: http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Nowa_Krytyka/Nowa_Krytyka-r2015-t34/Nowa_Krytyka-r2015-t34-s123-142/Nowa_Krytyka-r2015-t34-s123-142.pdf