Między deklaracją a zastosowaniem

Przeczytałem dziś, że prezydent Andrzej Duda proklamuje tzw. Kartę Wolności w Sieci, czyli pakiet obietnic (tak, obietnice składamy w pakietach) związanych ze swobodami internetowymi. Głowa państwa wnosi w rzeczonym dokumencie m.in. o:

  • dbanie o prawa użytkowników sieci i ochrona prywatności,
  • darmowe cyfrowe podręczniki i materiały edukacyjne,
  • sprzeciw wobec filtrowania i monitorowania treści w internecie.

O ile mnie pamięć nie myli, Niebezpiecznik.pl pisał niedawno o rozlicznych lukach bezpieczeństwa w rządowej aplikacji do monitorowania COVID-19, których to błędów Ministerstwo Cyfryzacji z niewiadomych przyczyn nie mogło lub nie chciało załatać. Luki te pozwalałyby właśnie na naruszanie prywatności użytkowników i zbieranie ich danych wrażliwych bez ich wiedzy.

Całkiem niedawno biblioteka internetowa Wolne Lektury nie otrzymała wsparcia rządowego i zmuszona była zaapelować o środki na dalsze funkcjonowanie do użytkowników.

Filtrowanie i monitorowanie treści to również śledzenie potencjalnych przestępstw (w tym seksualnych) oraz wykrywanie i odsiewanie fake newsów.

Łatwo składać populistyczne deklaracje, trudniej je z głową zrealizować.