Kandydat daleki od wiarygodności

Przeczytałem Kandydata Jakuba Żulczyka. To pierwsza powieść tego autora, z którą miałem styczność. Już po lekturze wpadłem na chwilę na Lubimy Czytać by przekonać się, że nie zacząłem zbyt dobrze. Oceny są raczej przeciętne, a recenzenci przyznają, że to raczej słabsza pozycja tego autora.

Kandydat ma swoje mocne strony. Językowo jest gęsty i charakterystyczny, stylistycznie mocno nieprzejrzysty. Metafory są śmiałe, porównania zachwycają rozmachem. Niezłe to jest, aż do granic grafomanii, a może i o krok poza te granice. Nie mniej, jest to uzasadnione. Styl jest tu również formą, mówi nie tylko jak, ale i co.

Tylko że to, co mówi, średnio do mnie trafia.

Kandydat to jedna z tych książek, które próbują przekonać nas, że im wulgarniej i bardziej dosadnie przedstawiona jest treść, tym bliższa jest rzeczywistej retoryce świata. Że niskie pobudki, złe intencje, podłość i egoizm to mechanizmy, do których redukuje się wszelka mechanika społeczna. Że czas dorosnąć i spojrzeć na życie bez złudzeń, jak na bezpardonową walkę o dominację i władzę. Nic nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne, ponieważ wszystko jest czarne i otacza nas wyłącznie ciemność.

Być może intencją autora było stworzenie opowieści nawiązującej jakoś do Zbrodni i kary. Być może ukazanie absolutnego upadku protagonistów jako koniecznego warunku do tego, by mogli jakkolwiek odrodzić się dla światła, było tak naprawdę intencją zaszytą pod całym tym szlamem. Nie wiem tego. Wiem jednak, że wyszło to średnio wiarygodnie.

Nie wierzę w to, że zasadą działania ludzi jest dobro. Że osnowę społeczeństwa da się utkać z altruizmu. Że kierujemy się wyłącznie czystymi intencjami i jasnymi motywacjami. Tak samo jednak nie wierzę w biegun przeciwny. Ani światło, ani mrok nie przekazują żadnej całej prawdy o człowieku. Co najwyżej przekazują prawdę o kondycji ludzkiej w danych warunkach, w konkretnym uwikłaniu i w określonym kontekście. Mówią: ludzie potrafią być skończonymi łajdakami, jeśli stworzyć im po temu okoliczności. Lub: ludzie potrafią być fantastyczni, jeśli dać im na to szanse.

Odnoszę wrażenie, że Żulczyk stara się nas przekonać, że musimy upaść na samo dno, aby dostrzec prawdę o sobie i świecie i potem, powoli, zdani na łaskę i miłosierdzie, możemy powolutku zacząć się z tego upadku podnosić. Sorry, ale kwantyfikator jest zbyt ogólny. Czasami, faktycznie, może tak być. Zazwyczaj jednak wcale nie musi.