W krainie zażenowania

Znów po latach wydrukowałem Eskapismo. Początkowo plany był taki, aby regularnie drukować teksty z minionego roku. Chciałem to robić w celach archiwizacyjnych oraz dla przyjemności. Lubię składać książki. Dobór czcionek, obmyślanie formatu, estetyczna aktywność towarzysząca projektowaniu i przygotowywaniu tego przedmiotu sprawia mi przyjemność, a możliwość wzięcia słów do ręki w formie materialnej przynosi satysfakcję.

Zapału starczyło mi na dwa pierwsze lata. Powstało Eskapismo 2020 oraz Eskapismo 2021. Potem każdego roku obiecywałem sobie, że wydrukuję kolejny tom, jednak mijały miesiące, a ja orientowałem się, że idea gdzieś po drodze rozmyła się i uległa zapomnieniu. Na fali noworocznego wzmożenia podejmowałem postanowienie zadbania o wydruk, po czym nic z tymże postanowieniem nie robiłem.

Tym razem jednak się udało. Eskapismo 2022-2025 ma 370 stron. Biała, estetyczna cegiełka formatu B6. Pełna błędów typograficznych i drobnych usterek, gdyż wyszedłem nieco z wprawy, ale co tam. Jest.

I jak zwykle, jest też pewien problem. Najniższy możliwy nakład wynosi bowiem 10 sztuk. To o 9 za dużo. Ostatnio nadmiary rozniosłem po prostu po szafoksiążkach, tym razem jednak postanowiłem obdarować moimi zapiskami przyjaciół i najbliższą rodzinę.

Tak wkroczyłem do krainy zażenowania, ponieważ nie mogę pozbyć się wrażenia narzucania się z kłopotliwą obecnością. Czymże bowiem jest drukowane Eskapismo? Na pewno nie pełnoprawną książką. Nie zostało przecież wydane przez żadne wydawnictwo, nie jest też pełnokrwistym self-publishingiem, gdyż nie obdarzyłem go numerem ISBN ani nawet imieniem i nazwiskiem. Jest – ot – przedmiotem, którego nie chcę przecież wyrzucać, ale też nie roszczę sobie pretensji do uznawania go za wydanie.

Dwie kopie dałem córkom. Z dedykacją wspominającą, że warto utrwalać myśli, gdyż w ten sposób światy, które żyją w nas, mają szansę trwać również wtedy, gdy przeminiemy. Chyba właśnie tym jest to dla mnie. Bardziej pamiątką, niż exegi monumentum. Bardziej prezentem (również od siebie dla siebie), niż dziełem.