Pierwszy dan nowego życia

– Jeżeli miałbyś wyjść i nie wrócić, to czy wyszedłbyś w japonkach? – spytałaś.

Zatkało mnie. Nigdy nie myślałem o sobie, jak o samuraju, tobie zaś przyszło to do głowy ot, tak! Nie dawało mi to spokoju przez jakąś godzinę lub dwie. Wilgotna woń zielonej herbaty, szumiące szuwary bambusowych tyczek, różowe confetti przesłaniające cielsko Góry Fuji.

A jakby tak zbudować dom z tektury według tajemnych reguł feng shui? Tak, wiem, że mieszam kultury, jednak oślepił mnie blask słońca, wpadający do wnętrza pokoju przez cieniutkie, białe ścianki. Wyobrażam sobie siebie w barwnym kimono, leniwie wpatrującego się w istotę spraw.

Arigato!

Wówczas jednak jakieś ręce przycinają mnie tu i tam, jak drzewko bonsai. Za dużo tego. Wkrótce pozostaje ze mnie tyle, co nic. Chciałbym powiedzieć, że serce, jednak nie oszukujmy się – to raczej wyrostek robaczkowy.