Większość Polaków – nieznaczna, ale zawsze – uważa, że dziennikarze nie powinni drążyć w przeszłości Karola Wojtyły (stan na początek kwietnia 2023 roku według sondażu dla OKO.press). Świętości byłego papieża należy bronić, ich zdaniem, nawet kosztem prawdy. Tkwi w tym jakiś ponury dowcip, zważywszy na fakt, że prawda zajmuje poczesne miejsce w katolickim uniwersum wartości. Nie jestem jednak zdziwiony, bo taka aksjologiczna schizofrenia nie jest dla rodaków (i ludzi w ogólności) niczym nowym.
Nowa wojenka polsko-polska dotyczy reportażu, którego autorzy sugerują (a sugestie swe popierają dowodami z dokumentów bezpieki), że Karol Wojtyła jako metropolita krakowski wiedział o przypadkach molestowania dzieci przez podległych mu księży i nie podejmował wobec nich stosownych działań. Duchowni ci nie ponieśli odpowiedzialności karnej, zostali wyłącznie przeniesieni do innych parafii tak, aby oddalić ich od ofiar. Nowi pryncypałowie rzeczonych duchownych nie zostali stosownie poinformowani, za co i po co księża są przenoszeni, zatem można przyjąć, że nad okolicznościami ich migracji roztoczony był płaszczyk tajemnicy.
Dla lewicowo wojujących rodaków reportaż ten jest podstawą do całkowitego potępienia postaci Jana Pawła II. Dla prawicowo wojujących odpowiedników jest z kolei przyczyną wzmożenia moralnego i mobilizacji sił w obronie dobrego imienia papieża Polaka. Karol Wojtyła jest albo zupełnie zły, albo nieskazitelnie dobry. Żadnych niuansów, żadnych półcieni. Typowe.
Prawicowo wojujący są przy tym przekonani, że rzecz jest kalumnią, a oparcie tez na dokumentach bezpieki dyskredytuje ich wiarygodność. Nie pamiętają, zdaje się, że zarzuty wobec Wałęsy również oparte były na dokumentach bezpieki i wówczas ich wiarygodność raczej im nie przeszkadzała.
Otóż, obie strony zdają się nie uwzględniać, że człowiek zawsze działa w kontekście swoich czasów. Zarzuty wobec Wojtyły dotyczą lat 60. ubiegłego wieku, gdy Kościół walczył z władzą, a dobrostan dzieci ważył zdecydowanie mniej, niż dzisiaj. Jest wielce prawdopodobne, że metropolita krakowski istotnie, wiedział o procederze i podejmował najlepsze w swojej ówczesnej opinii decyzje: odsunięcia oprawcy od ofiary i nieszkodzenia instytucji w walce z politycznym przeciwnikiem. W kontekście absolutnych wartości promowanych przez Biblię jest to cokolwiek moralnie wątpliwe, jednak w kontekście uwikłania w sprawy ludzkie i konkretny moment dziejowy – zrozumiałe. Zrozumiałe nie w sensie aprobaty, lecz w sensie racjonalizacji. Na aprobatę bowiem takie działanie nie zasługuje.
Fakt ten nie dyskredytuje jednak innych zasług Jana Pawła II, zarówno dla Polski, jak i losów świata: jego zaangażowania w pojednanie między wyznaniami, działania na rzecz pokoju, pomoc humanitarną i wysiłki dążące do rozmontowania bloku sowieckiego i zakończenia zimnej wojny.
Skaza na pamięci Karola Wojtyły dowodzi tylko tyle, że był człowiekiem i jak każdy człowiek był zdolny do błędu i zła. Bo zło nie przestaje być złem w obliczu okoliczności je racjonalizujących; z faktu, że można zrozumieć, dlaczego ktoś postąpił w dany sposób nie wynika, że powinien tak postąpić. Ludziom, dla których istotne są kwestie takie, jak świętość, może to się wydawać nie do przyjęcia. Dla mnie Jan Paweł II nigdy świętym nie był, bo w świętość po prostu nie wierzę.
Wierzę natomiast w sens dociekania prawdy, jakkolwiek bolesna by nie była. Prawda nie zawsze nas wyzwala. Czasami prawda nas niszczy, jednak zawsze jest pewnego rodzaju wyzwaniem. A ja cenię sobie wyzwania.