Trudny wybór liberalnych demokracji

Epidemia COVID-19 postawiła zachodni świat liberalnych demokracji wolnorynkowych w trudnym położeniu. Pokazała, że poza dość wąskim w sumie zakresem warunków, system, na którym wspiera się nasze funkcjonowanie, poważnie kuleje. Obecnie rządy dysponują w zasadzie jedną strategią działania, by ograniczyć dynamikę epidemii i nie dopuścić do przekroczenia pojemności służb zdrowia poszczególnych krajów (a właściwie zminimalizować skutki takiego przekroczenia). Strategią tą jest izolacja społeczna, pociągająca za sobą paraliż znacznej części gospodarki i przywołująca bardzo realne widmo globalnej recesji. Mamy więc do czynienia z wyborem: albo ratujemy społeczeństwo, albo gospodarkę.

Póki co nie widać sposobu na połączenie tych celów. Liberalne demokracje wolnorynkowe opierają się z jednej strony na porządku prawnym i poszanowaniu godności i równości obywateli (równości względem praw), z drugiej zaś na ekonomii wolnego rynku, dbającej o stabilność gospodarek, produkcję, przepływ dóbr. Słuszność koncepcji izolacji społecznej opiera się na przekonaniu, że żadnej z grup społecznych nie można w obliczu epidemii ani faworyzować, ani skazywać na większe ryzyko. Ponieważ koronawirus zagraża zdecydowanie bardziej osobom starszym i ze schorzeniami towarzyszącymi i wykazuje śmiertelność na poziomie kilku procent, dopuszczenie do jego swobodnej ekspansji (chroniące gospodarkę) jest zarazem naruszeniem praw i równości tej właśnie części społeczeństwa. Liberalne demokracje nie mogą więc pójść tą ścieżką (i chyba nie powinny), bo stanowi ona naruszenie ich podstawowych wartości. Dlatego wybierają strategię chroniącą społeczeństwo, ale katastrofalną dla gospodarek, czyli naruszającą drugi filar, na którym się wspierają. W kilka praktycznie dni dobrze prosperujące branże, jak turystyka, szkolenia, gastronomia, rozrywka czy pośrednictwo pracy, znalazły się na krawędzi upadku.

Na ten dylemat wskazuje też np. Bill Gates:

– Tu nie ma kompromisu. Ciężko jest powiedzieć ludziom: możecie nadal chodzić do restauracji czy kupować domy, ignorujcie stos ciał. Chcemy, żebyście wydawali pieniądze, bo jakiś polityk uważa, że wzrost PKB jest wszystkim, co się liczy. Sugerowanie, że możemy mieć oba światy, jest szalenie nieodpowiedzialne – mówił Gates w niedawnym wywiadzie dla TED.

Business Insider

Mimo ostrzeżeń naukowców, którzy od lat wskazywali na możliwość wybuchu pandemii w rodzaju tej, której akurat doświadczamy, okazuje się, że rządy nie podjęły chyba żadnych realnych przygotowań na taki scenariusz wydarzeń. Korea Południowa wykazuje się np. znacznie niższą śmiertelnością i spadkiem gospodarczym, gdyż prowadzi nieco inną, wybiórczą izolację społeczną opartą o testy prewencyjne i śledzenie potencjalnych roznosicieli epidemii. Takie podejście nie jest jakimś science fiction, jednak wymagałoby od rządów przynajmniej częściowego wcześniejszego przygotowania. Widać, że takiego przygotowania na Zachodzie nie było. Europa i Ameryka reagują spóźnione, ad hoc, starając się dość panicznymi posunięciami odrobić straty wynikające z zaniechań, bagatelizowania zagrożenia i braku wcześniejszej strategii. Wszyscy trzymamy kciuki, aby to wystarczyło, jednak – bądźmy szczerzy – póki co idzie nam miernie.

P.S. Interesującym przypadkiem jest Szwecja, która stawia – w wielkim uproszczeniu – na naturalne uodpornienie większości społeczeństwa, a intensywną opiekę przewiduje tylko dla seniorów i osób z powikłaniami (przygotowując np. szpitale polowe na tę okoliczność). To trochę przypomina strategię Wielkiej Brytanii, z której rząd Borisa Johnsona się jednak wycofał, dołączając do krajów stosujących restrykcyjną metodę #StayTheFuckHome. Jak się potoczy ten eksperyment? Jestem wielce ciekaw i trochę mu kibicuję, mówiąc szczerze.