Poker Face

Stary znów zgarnął całą pulę. Patrzyłem, jak przysuwa do siebie górę kolorowych żetonów. Zielone sukno, wyściełające stół przed jego stanowiskiem, było zmechacone i wytarte. Kobieta po lewej wstała i odeszła bez słowa, głębokie wycięcie na plecach jej sukni sięgało kostycznych pośladków. Pozostał po niej gasnący z wolna powidok perfum. Obok mnie były już tylko puste krzesła.

– Karty muszą być znaczone – rzuciłem mu w twarz. – Albo rzeczywiście jesteś jasnowidzem, jak ludzie gadają.

Spojrzał na mnie z ukosa, unosząc wysoko brew w grymasie, którego od zawsze mu zazdrościłem. Pomyślałem, że tak musiałby wyglądać Al Capone, gdyby dożył osiemdziesiątki. Straciłem pewność siebie. Nie, żebym kiedykolwiek miał jej w nadmiarze.

– Inaczej… Inaczej to urąga wszelkiej racjonalności.

Skrzywił się półgębkiem w tym swoim dyskretnym, prawie niezauważalnym uśmiechu.

– Nie wygrałeś dotąd żadnej partii – powiedział, układając przed sobą żetony. – A jednak wciąż siedzisz przy stole. Jak to możliwe?

Jego pytanie zawisło między nami, bezczelne, jak chmurka papierosowego dymu, dmuchnięta rozmówcy w twarz. Leniwie rozwiewało się w miarę upływających sekund. Stół pokerowy, puste krzesła i Stary, zajęty kontemplowaniem swych nieustających zwycięstw albo tym, co robił, gdy wyglądał, jakby nie robił nic. Ja byłem tu tylko dodatkiem, przygodnym elementem scenografii.

Znów sięgnął po karty. Ułożył je w schludne stosy, po czym zaczął tasować tak szybko, że nie byłem pewien, czy jego ręce w ogóle się poruszają. Wiedziałem, że nie powie nic więcej. Te kilka słów i tak było zbytkiem łaski. Stary mówił tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne, a czasami nawet wtedy wybierał milczenie.

Wiedziałem, co się teraz stanie. Ot, przeleci jakaś na wpół martwa mucha; brzęk szklanki, trącającej szklankę w jakimś nieważnym toaście, na moment przetnie ciszę; ktoś przyjdzie się dosiąść, podczas gdy ktoś inny tylko zatoczy krąg po sali i podryfuje w swoją stronę. Wydarzy się życie, śmierć i cała reszta.
A potem podejmę decyzję.

Poczułem, że chce mi się śmiać. Lub rzygać. Nie potrafiłem tego dokładniej określić.