Wartość jest funkcją potencjału danej rzeczy do bycia chcianą/pożądaną przez ludzi.
Jeśli wyceniamy wartość auta na 100 tysięcy złotych, a butelkę wody wyceniamy na 2 złote, to auto jest 50 tysięcy razy bardziej wartościowe, niż butelka wody. Ale przecież wcale nie musi tak być. Wartość zależy bowiem od szeregu kontekstów, np. społecznych, kulturowych, egzystencjalnych. W sytuacji globalnego niedoboru wody wartość butelki też życiodajnej cieczy mogłaby osiągnąć znacznie wyższe poziomy. Możliwe są też do pomyślenia scenariusze, w których auta stają się bezwartościowe (np. ze względu na niedostępność napędzających je źródeł energii), zaś woda jest bezcenna. To dość postapokaliptyczne wizje, nie mniej nie będące niemożliwymi do racjonalizacji.
W naszych realiach społeczno-ekonomicznych wartość wyceniamy w walucie. Waluta jest nośnikiem wartości, ale też ma wartość w tym sensie, że jest pożądana przez ludzi. Dlaczego kawałek papieru miałby być chciany? Ponieważ rynek i państwo sankcjonują wiarę w to, że przy jego pomocy można uzyskać pewną pulę rzeczy, które się chce. Mówimy tu o pieniądzu fiducjarnym.
Kryptowaluty wydają się mieć wartość wyłącznie ze względu na to, że są chciane, trochę podobnie jak dzieła sztuki, które nie są warte tyle, ile ich składowe, lecz znacznie więcej dlatego, że ktoś chce je mieć. Są natomiast chciane dlatego, że są posiadane przez inwestorów postrzeganych przez rynek jako wiarygodni. O ile w przypadku walut tradycyjnych wiara w ich wartość wynika pośrednio z wiary w państwo będące ich emitentem – w siłę jego rynku, nauki, inwestycji, zdolność do rozwoju, do spłacania zaciągniętych kredytów i tak dalej – o tyle w przypadku kryptowalut jedynie ten aspekt spekulacyjny wydaje się mieć realne znaczenie. Owszem, kryptowaluty są często powiązane z jakimś ekosystemem blockchainowym, w którym pełnią funkcję nagrody za wykonane obliczenia (czyli redukcjonistycznie patrząc, za spalony prąd). Jednak sam fakt, że za domknięcie bloku gratyfikacją jest bitcoin, ether czy inny coin, nie sankcjonuje jeszcze w sposób wiarygodny jego wartości. Dlaczego ktoś miałby chcieć wirtualnej monety zamiast po prostu dolara?
Początkowo krytpowaluty były zabawą, ich wartość była znikoma, a wymienialność na inne godne pożądania dobra – wątpliwa. Obecnie, w sytuacji, w której magia indeksów, hoss i bess oraz pełne coinów portfele inwestorów napędzają wiarę w to, że należy ich chcieć, wartość kryptowalut rośnie. Ich fiducjarność jest jednak fiducjarnością do kwadratu.